Jak zacząć?
Ogłoszenia
Regulamin
Umiejętności
Moc Magiczna
Statystyki
Spis Bogów
Rozliczenie z treningów
Sprawy do Administracji
Ranking
wymiana
Spotlights
Sophia Templer
Najlepsza postać żeńska
Miles Halter/Nathan Frost
Najlepsza postać męska
Felicity Wayland
Miss Forum
Miles Halter/John Oswald
Mister Forum
Miles Halter/John Oswald
Najlepszy Wątek
Freywald
Najlepsza para
Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Sosna Thalii
Autor Wiadomość
MG
Administrator


Wysłany: 2016-05-26, 13:17   Sosna Thalii

Drzewo, w które kiedyś była zamieniona córka Zeusa. Zawieszone na nim jest prawdziwe, złote Runo które chroni magiczną barierą obóz i jest strzeżone przez Peleusa, całkiem przyjaznego smoka. No, chyba że zechcecie zabrać kawałek wełny dziesięciometrowemu smokowi.
 
   Podziel się na:     
Teddy Westwood
greek shadowhunter





Zeus

uznany

16 VII '97

Poziom1

they will play a game and say they know what you're going through






11
siła
12
szybkość
14
zręczność
45
100
MM
19
PD

walka wręcz - lvl.1 strategia - lvl.1 łucznictwo - lvl.1

Ekwipunek: łuk plus kołczan; dwa sztylety
Wysłany: 2016-07-04, 20:58   
   Multikonta: Beau


|first game + outfit|

Za parę dni skończy dziewiętnaście lat, czuł jakby życie w nowym świecie trwało już pół roku, jeśli nie pół wieku, nawet jeśli to był ledwie dzień, a tak ogólnie to mógłby mieć pandę na własność.
Tak w dużym skrócie wyglądały myśli Teddy'ego, kiedy już postanowił pójść w kierunku, w którym miał pewność, że nie znajdzie grona nowych wyznawców i skończył zwisając głową w dół z gałęzi drzewa. Jedni dla poprawy procesów myślowych wiecznie siedzą w stylu słowiański przykuc i od rana do wieczora wyjadali zawartość sklepu ze słodyczami, a on po prostu siedział na drzewie obrócony o sto osiemdziesiąt stopni i próbował z wysokości policzyć igły tworzące leśny dywan.
Nie miał ani tak dobrych oczu, choćby i chciał, ani nie był matematycznym geniuszem, czego chciałby trochę mniej, poza tym ogólne nic nierobienie prędko go irytowało.
Dlatego właśnie nadal tam wisiał. Odkąd po grze w berka na śmierć i życie trafił do miejsca, które okazało się najbardziej pokręconą hybrydą współczesnego letniego obozu z oklepanymi śpiewanymi ogniskami i spływami kajakowymi, i czegoś na kształt starogreckiej świątyni w kawałkach. A sądził, że w państwowym liceum na Brooklynie widział już wszystko.
Chciałby przeżywać tą zmianę w postrzeganiu świata jak normalny nastolatek - zamknąć się w pokoju, włączyć muzykę i zastanowić się nad tym wszystkim, by na koniec postanowić, że hej! to nie może się dziać. Nawet przez chwilę próbował tak podziałać, ale nie miał muzyki, a będąc blisko drugiej, spokojnej doby tutaj, podczas której każda najprostsza czynność wydawała się... inna, która z miejsca wybijała mu z głowy, że świat, do którego poznania zmuszono go przez to, że jego ojciec był kim był. Najgorsze było to, że Teddy nawet nie wiedział kim jest jego ojciec.
Prychnął i poprawił swoją pozycję na drzewie, w końcu siadając na gałęzi z plecami opartymi o szorstką korę. Z miejsca polubił to konkretne drzewo, z którego miał świetny widok na sosnę, wśród której gałęzi połyskiwał złoty dywanik łazienkowy.
 
 
   Podziel się na:     
Kyllikki Kemppainen
Grimm





Zeus

Nieuznana

13.03.1998

100





00
siła
8
zręczność
11
11
MM
100
PD

Walka Bronią Białą (Miecz Półtoraręczny) - 1 Krycie się - 1

Ekwipunek: Miecz, odtwarzacz muzyki, maskotka, mapa
Wysłany: 2016-07-04, 22:24   

W uszach słuchawki, z których na kilka metrów słychać rockową składankę, od The Beatles zaczynając kończąc na Green Day, na sobie koszulka z Star Wars, poszarpane jeansy i trampki, do tego plecak przewieszony na jedno ramię, tym razem niebieski w kwiatki. W ręku miecz, którym macha na wszystkie strony, na szyi rzemyk z obrączką. Włosy związane w kucyk, w nich trochę liści i patyków. Krwawiący policzek i pewna siebie mina. W takim stanie na miejsce przybyła Kyllikki Kemppainen.
Ten obóz w gruncie rzeczy nie był aż taki zły. Nie żałowała, że dopiero teraz do niego przybyła choć miała okazję, aby zrobić to pięć lat temu. Ale przez ten czas pozabijała chociaż kilka potworów i w jakimś sensie chyba udało jej się pomścić najukochańszą mamusię. Po rozmowie i krótkim zrelacjonowaniu swoich przygód centaurowi i krótkiemu ogarnięciu fryzury, postanowiła na własną rękę pozwiedzać Obóz.
Jej uwagę zwrócił złoty dywanik zawieszony na sośnie, który musiał być Złotym Runem (no co, czytało się mitologię). Na nieco dłuższy moment zawiesiła wzrok na smoku, który tam leżał.
Nie rozglądając się mocno, klepnęła pod pierwszym lepszym drzewem. Włożyła słuchawki i puściła jakiś kawałek Steve ‘n’ Seagulls, czyli jednego z niewielu ciekawych fińskich zespołów. Spojrzała na swoją dłoń, przyglądając się tatuażowi. Co za ironia, grecka heroska ma wytatuowany egipski symbol chroniący, który wcale jakoś mocno nie chroni. Dotknęła blizny na brwi i przeklęła w swoich ojczystym języku, pod adresem nieznanego jej ojca. Doprawdy, jak kiedyś go spotka, to nawrzeszczy na niego w trzech językach. A co! Nawet jeśli byłby kimś z Wielkiej Trójcy, gdyby był samym Zeusem, nic go nie ochroni przed gniewem wściekłej kobiety.
Była zmęczona, poobijana i głośno burczało jej w brzuchu, jakby miała tam obcego, ale ogólnie nie było tak źle. Jeszcze żyje, a to dobry powód do świętowania.
 
 
   Podziel się na:     
Teddy Westwood
greek shadowhunter





Zeus

uznany

16 VII '97

Poziom1

they will play a game and say they know what you're going through






11
siła
12
szybkość
14
zręczność
45
100
MM
19
PD

walka wręcz - lvl.1 strategia - lvl.1 łucznictwo - lvl.1

Ekwipunek: łuk plus kołczan; dwa sztylety
Wysłany: 2016-07-05, 01:27   
   Multikonta: Beau


Teraz dla odmiany zabrał się za wyskubywanie niewidzialnych lub istniejących tylko w jego wyobraźni, jedno z dwojga, nitek swojej białej koszulki. Nie, nie pomarańczowej, takiej, jaką można było zobaczyć na grzbiecie każdego dzieciaka tutaj, bo może i był facetem, który jeszcze nie tak dawno dosłownie wygrał wyścig o życie, ale to tylko bardziej utwierdziło go, że ma własną godność, i że należy się, żeby ta godność pozostała w stanie 'żywy, nie umarły'.
Abstrahując od faktu, że oboje dotarli tu żywi, gdyby Ky rzeczywiście miała w brzuchu obcego albo powiązania z Ellen Ripley, Teddy padłby przed nią na kolana i pierwszy raz w historii świata role zostałyby odwrócone, i to Thaddeus zostałby czyimś wyznawcą.
Ale zaraz, on sobie grzecznie i spokojnie poszukuje sensu życia, podziwiając jak ładnie w słońcu skrzy się magiczny, złoty dywanik łazienkowy, starając się z całych sił nie myśleć o tym, jak świetnie byłoby mieć normalnych, w pełni przyziemnych rodziców, którzy najgorsze co mogą odstawić, to w zamian za palenie papierosów w szkolnym kiblu zabronią ci iść na piątkowy koncert Madonny, zamiast więcej niż personifikacji zakurzonych opowieści z kąta działu legend w miejskiej bibliotece; a tu mu się jakaś obca baba zaczyna pętać. No cóż za zupełny brak kultury, proszę państwa.
- Ej! - próbował zawołać, zgrywając obrażoną pannę, której ktoś przeszkadza w arcyważnym zadaniu o ściśle tajnej klasyfikacji, ale, tutaj spotyka go jeszcze większa niespodzianka, ta niewychowana panna ma coś, za czym on jest zmuszony tęsknić od prawie dwóch dni - słuchawki, a w nich muzyka.
W porządku, nie szło się z nią dogadać z wysokości, okay. Mógł zrobić ten jeden dobry uczynek i zejść na ziemię, chociaż na drzewie było tak wygodnie. Zręcznie przeskakując na coraz to niższe gałęzie, wylądował na ziemi nie tak daleko od panny ze słuchawkami. I najgrzeczniej jak umiał popukał ją w czubek głowy, gdyby do tej pory jeszcze nie miała przyjemności zauważyć jego obecności.
_________________
let's be honest - that doesn't exist
 
 
   Podziel się na:     
Kyllikki Kemppainen
Grimm





Zeus

Nieuznana

13.03.1998

100





00
siła
8
zręczność
11
11
MM
100
PD

Walka Bronią Białą (Miecz Półtoraręczny) - 1 Krycie się - 1

Ekwipunek: Miecz, odtwarzacz muzyki, maskotka, mapa
Wysłany: 2016-07-05, 20:46   

Ta obca baba była zbyt zainteresowana swoją osobą, aby rozglądać się za innymi. Tym bardziej jakimiś chłopaczkami siedzącymi na drzewie. Zresztą, nawet gdyby go zauważyła i tak nie wlazłaby na tą jodłę czy inną sosnę. Już prawdopodobnie na wysokości dwóch i pół metra serce podskoczyłoby jej do gardła i dostała histerii. Dzielna Kyllikki.
Obcy w jej brzuchu zaczął domagać się pokarmu coraz głośniej, więc nadszedł czas go nakarmić. Jednak zanim wróci do centaura i poprosi o żarcie, postanowiła poszukać go w swoich własnych rzeczach. Sięgnęła plecak i prychnęła na widok niebieskich kwiatków. Oczywiście, że jego kolor to był pomysł jej matki. Za czasów, kiedy była mniej martwa pilnowała, żeby jej córka nie ubierała się tylko na czarno, ale teraz sama mogła decydować o swoim ubiorze. Tylko ten plecak jej pozostał, jakoś nie miała serca go wymienić, choć był cały poszarpany i wyblakły ze starości. Dodatkowo nie była pewna, czy ta stara plama pochodzi od błota czy odchodów wiewiórek.
Nie nosiła w nim wielu rzeczy, ot, kilka ubrań na zmianę, butelka wody, trochę pieniędzy i mapa. Ale udało jej się dokopać do skarbu, którym okazał się być baton. Nie było to dużo, ale powinno na chwilę uspokoić obcego. Otworzyła go i zaczęła przeglądać playlisty na odtwarzaczu, który skutecznie zagłuszał Teddy’ego. Zbyt skupiona na poszukiwaniu swojej ulubionej piosenki nie zauważyła nawet, kiedy zeskoczył z drzewa. Gdy poczuła, że ktoś ją dotyka po głowie, złapała rękę obcego osobnika i odruchowo sięgnęła po broń. Widząc, że to raczej nic niezagrażającego jej życiu, przewróciła oczami i puściła jego rękę.
- Spadaj - nie wyjęła nawet słuchawek, tylko wróciła do przeglądania piosenek i zjadania batonika. Bo co to, jakiś chłopaczek ma czelność jej przeszkadzać.
 
 
   Podziel się na:     
Teddy Westwood
greek shadowhunter





Zeus

uznany

16 VII '97

Poziom1

they will play a game and say they know what you're going through






11
siła
12
szybkość
14
zręczność
45
100
MM
19
PD

walka wręcz - lvl.1 strategia - lvl.1 łucznictwo - lvl.1

Ekwipunek: łuk plus kołczan; dwa sztylety
Wysłany: 2016-07-05, 23:56   
   Multikonta: Beau


Ten aktualny moment w jego historii wyglądał trochę tak, jakby wszystko w co do tej pory wierzył rozpadło się w pył, żeby zrobić miejsce dla całej tej farsy z greckimi mitami wracającymi do życia. Nawet jeśli do tej pory nie należał do kategorii osób, które dbają by zawsze mieć na podorędziu osobę, która zasłuży na miano przyjaciela i będzie gotowa cię wysłuchać, bez względu na to, jak wielkie bzdury będziesz gadał, nie rzuci się od razu do oceny i we własnej opinii nie skaże cię na pobyt w psychiatryku. Teraz, na obrzeżach myśli Teddy'ego zaczęła rodzić się myśl, że w tym niemal kompletnie oderwanym od dotychczas znanej rzeczywistości miejscu, przydałaby mu się taka osoba.
Może przez taką myśl nie spisał niewychowanej, zakłócającej spokój dziewczyny na straty, a może zwyczajnie wychowany przez siódemkę starszych pań, z których każda mianowała się jego honorową babcią, nie potrafił zachować się aż tak niegrzecznie. Chociażby i chciał.
- To całe twoje powitanie? - nie ważne, że widział tę dziewczynę pierwszy raz na oczy. Przykucnął przy niej i z poprzedzającym to bardzo teatralnym gestem, z ucha do którego miał bliżej wyciągnął jej słuchawkę. Do tej pory robił wszystko, żeby cała, wspaniała rodzina, którą musiał znosić była z niego dumna. Nawet wyimaginowany tato, którego nigdy nie było, bo zniknął, zanim na dobre się pojawił. Więc teraz miał święte prawo być wkurzającym względem innych ludzi.
_________________
let's be honest - that doesn't exist
 
 
   Podziel się na:     
Kyllikki Kemppainen
Grimm





Zeus

Nieuznana

13.03.1998

100





00
siła
8
zręczność
11
11
MM
100
PD

Walka Bronią Białą (Miecz Półtoraręczny) - 1 Krycie się - 1

Ekwipunek: Miecz, odtwarzacz muzyki, maskotka, mapa
Wysłany: 2016-07-06, 17:55   

Miała trzynaście lat, gdy dowiedziała się rzeczy, których nigdy nie spodziewałaby się po swojej rodzinie. Dziecko greckiego boga, dobre sobie. Gdyby na własne oczy nie zobaczyłaby Artemidy i tych jej Łowczyń, to nie byłoby szans, aby kiedykolwiek w to uwierzyła. Pięć lat i jej życie odmieniło się raz na zawsze.
Matka uczyła ją dobrych manier. Oczywiście, że tak. W końcu jej babka to była jedna wielka dama, nie było innych możliwości. Ale jeśli przez kilka lat mieszkasz na ulicy nie obchodzą się żadne zasady dobrego wychowania, tam savoir-vivre możesz sobie w tyłek wsadzić, jeśli chcesz jeść. Na szczęście nigdy jeszcze nie poniżyła się do tego, żeby szukać posiłku w śmieciach, jak to wielu jej ‘sąsiadów’ ulicznych robiło. Och, jej babka prawdopodobnie w grobie się przewraca gdy widzi, co stało się z jej wnuczką. W każdym razie wszystkie zasady wpajane jej przez rodzinę poszły sobie gdzieś, a pojawiło się to niewychowane, wredne, brudne i pokołtunione coś, co właśnie siedziało pod drzewem. A najlepsze jest to, że gdyby chłopak pojawił się następnego dnia, to prawdopodobnie powitałaby go promiennym uśmiechem, ale dzisiaj nie. Dzisiaj była zmęczona, do tego anemia ostatnimi czasy daje jej w kość. Powinna chyba sobie kupić żelazo czy coś.
- Oj, wybacz mi! Czyżbym zraniła uczucia jaśnie księcia? Tylko szkoda, że nic mnie to nie obchodzi - prychnęła i spojrzała na niego oburzona, kiedy zabrał jej słuchawkę. No doprawdy, to już kompletny brak kultury! Nic jej nie obchodziło, że była niezbyt miła dla chłopaka, ale słuchawki to jej najświętsza własność (zaraz po maskotce smoka, ale wiecie, to maskotka smoka) i nikt nie ma prawa ich dotykać! Dobra, Kyl, myśl o babci. Opanuj się. Niech będzie choć raz z ciebie dumna i nie zabieraj tej słuchawki. Niech nieznajomy choć trochę posłucha prawdziwego rocka. Policz do dziesięciu - Kyllikki Annukka Kemppainen. Przepraszam, jestem nieco przewrażliwiona, miałam ciężki dzień. Zresztą, wszystkie moje dni są ciężkie od pięciu lat.
Jej dane mogły być dla niego kompletnie niezrozumiałym bełkotem, bo rodzina wybrała jej jedne z najrzadszych fińskich imion, więc, mając nadzieję, że zrozumie, podała mu rękę. Zachowaj choć pozory normalności. Staraj się być miłą, zdobądź kilku przyjaciół. Łatwo powiedzieć.
 
 
   Podziel się na:     
Teddy Westwood
greek shadowhunter





Zeus

uznany

16 VII '97

Poziom1

they will play a game and say they know what you're going through






11
siła
12
szybkość
14
zręczność
45
100
MM
19
PD

walka wręcz - lvl.1 strategia - lvl.1 łucznictwo - lvl.1

Ekwipunek: łuk plus kołczan; dwa sztylety
Wysłany: 2016-07-08, 01:25   
   Multikonta: Beau


Teddy mając trzynaście lat przechodził etap, w którym zastanawiał się nad tym, co takiego zrobił, że zostawił go nie tylko ojciec, o którego prawdziwej tożsamości nadal nie miał pojęcia, ale też matka. Prawie pogodził się ze świadomością, że to w jakiś sposób jego wina, chociaż był wtedy dzieckiem, które nie rozumiało wiele więcej poza faktem, że nigdy nie poczuł wokół siebie ciepłych, emanujących miłością i bezpieczeństwem ramion kobiety, która go urodziła.
Teraz podchodził do tego zupełnie spokojnie, wzruszał ramionami, kiedy ktoś pytał kim jest jego ojciec lub co tak naprawdę stało się z jego matką. W pewnym momencie zrozumiał, że to niczyja sprawa, a jego samego średnio to obchodzi. Pozostała mu reszta rodziny, która zapewniała wszystkie rozrywki, które tylko rodzina może zapewnić, i chociaż do tej pory dzień w dzień na nich narzekał, teraz brakowało mu wszystkiego, co wiązało się z życiem nieświadomego istnienia tego miejsca nastolatka.
- Słaba z ciebie księżniczka, jeśli nie umiesz się nawet przywitać. - uśmiechnął się szeroko i radośnie, wywracając tylko teatralnie oczami. Bo z czego tu się nie cieszyć? Zupełnie nowe osoby, z którymi można się podroczyć, ale z którymi w gruncie rzeczy można spróbować się dogadać. Poza tym, kiedy zastanowił się nad tym, co przyswoił przez ostatnią dobę, założył, że Ky jest pierwszą względnie normalną osobą, którą tu spotyka.
- Mów mi Teddy. - siadając obok, wyciągnął do niej rękę, jako że takiego zachowania wymaga kultura i dobre wychowanie i... nie, bez sensu. Zrobił to, bo tak mu pasowało. Zero ukrytych powodów.
A potem tylko patrzył jak odchodzi.
_________________
let's be honest - that doesn't exist
 
 
   Podziel się na:     
Jamie Reeves





Hekate

Nieuznany

27.05.1997

Poziom1

100





00
siła
8
zręczność
10
12
MM
100
PD

1 lvl - strategia, 1 lvl - pierwsza pomoc, 1 lvl - taniec i śpiew

Ekwipunek: Katana, dwa sztylety, zegarek ojca
Wysłany: 2016-07-26, 18:43   

#1
To wszystko była dla Jamiego szokiem. Chyba każde dziecko, które słyszy od swojego ojca, że matka jego i jego rodzeństwa jest boginią, którą znał z mitologii, będzie zdezorientowane. Śmierć ojca jeszcze bardziej go przytłoczyła. Mimo tego, że w ostatnim czasie się do niego nie odzywał, to kochał go całym sobą. Teraz, wszystko spadło na najstarszego Reevesa, dlatego musiał zająć się młodszym rodzeństwem.
Ojciec powiedział mu o tym obozie oraz przekazał mu katanę. Poprosił również, żeby starał się zapewnić swojemu rodzeństwu wszystko co najlepsze w życiu. Jamie zgodził się, a dzień po jego śmierci wyruszyli w podróż. Obóz znaleźli, ale nie czuli się tam z początku jak u siebie. Jamie starał się pomóc swojemu rodzeństwu zaadaptować się w nowym środowisku, ale sam tego nie zrobił. Ciężko mu było, bo tak naprawdę chwilę wcześniej zdążył stać się ojcem dla swojego brata i siostry.
Postanowił, że pójdzie na spacer. Nie znał za dużo osób tutaj, dlatego nie wiedział kogo miałby zapytać czy przejdzie się razem z nim. Nagle zauważył samotnie siedzącego chłopaka. Postanowił, że do niego podejdzie. Co mu szkodziło, tak? Odchrząknął, kiedy był już na tyle blisko, żeby nieznajomy mógł go zobaczyć.
- Cześć, przeszkadzam?- zapytał nieśmiało.
Kiedy tylko Teddy odwrócił się do niego twarzą, wtedy się delikatnie uśmiechnął. Nie od dziś było wiadomo, że Jamiemu podobały się zarówno kobiety jak i mężczyźni. A zdecydowanie Teddy był uroczy. Oj tak, diabelsko i seksownie uroczy. Pewnie jakbym go sama zobaczyła, to też bym tak o nim pomyślała. I rzuciła się na niego, bo no och, Daddario, nie?
- Jestem Jamie.- wyciągnął rękę w jego stronę.
 
   Podziel się na:     
Teddy Westwood
greek shadowhunter





Zeus

uznany

16 VII '97

Poziom1

they will play a game and say they know what you're going through






11
siła
12
szybkość
14
zręczność
45
100
MM
19
PD

walka wręcz - lvl.1 strategia - lvl.1 łucznictwo - lvl.1

Ekwipunek: łuk plus kołczan; dwa sztylety
Wysłany: 2016-07-28, 01:23   
   Multikonta: Beau


/przed bos'em, bo w sumie cały czas tam siedział, c'nie

Miał wrażenie, że do tej pory, żył tylko po to, żeby przekornemu losowi, który chciał decydować o wszystkim co działo się w życiu maluczkich śmiertelników, robić na złość.
Zapewne dlatego siedział teraz samotnie pod jedną z sosen, które otaczały go z każdej strony. Z plecami opartymi o pień tej jednej, wyśnionej, wymarzonej czy jak to tam leciało i z przymkniętymi oczami zastanawiał się w co go te tak zwane rodzinne koneksje wkręciły. Poważnie i z rozmysłem pomyślał sobie wtedy 'dzięki, tato' i dalej próbował, w swojej do wczoraj w pełni normalnej, śmiertelnej głowie, co się właściwie nie tak dawno wydarzyło.
Cały ten bałagan z wierzeniami antycznych greków budzącymi się do życia po dobrych paru tysiącach lat w niebycie, w dodatku nie byli nawet w Europie, halo. Skąd to wszystko nagle się tu wzięło? Normalnie zaśmiałby się, pokręcił głową i przez chwilę zacząłby dociekać, kto wpadł na taki genialny pomysł z dowcipem na taką skalę, potem machnąłby ręką i spokojnie wrócił do życia. Gdyby cała sytuacja sprzed blisko dwóch dni była tylko i wyłącznie dowcipem. A nie była.
To jak się w tamtym momencie czuł, nawet jeśli tylko przez kilka krótkich sekund, było jak skrzyżowanie emocji, które wzbudza śmierć matki Bambiego z finałowymi scenami Titanica. Horror po prostu. Wtedy pojął też, że za prędko do swojego domu na Brooklynie nie wróci, więc mógł równie dobrze, podjąć próbę nazwania tego miejsca domem i zawiązania jakichś relacji na tle nowego miejsca. Pierwsza osoba jaką spotkał w stu procentach z własnej woli, może nie była królową dobrego wychowania, ale wydawała się spoko, przez krótką sekundę pomyślał, że mógłby mieć kiedyś nawet taką siostrę.
A potem uniósł wzrok szukając źródła łagodnego, przyjemnie kontrastującego z leśną ciszą głosu. I przez pierwsze parę sekund zapomniał wszystkie z blisko dwudziestu tysięcy słów jakich do tej pory nauczył się w swoim języku. - Um... - tak, poeta byłby z niego kiepski, ale liczą się starania - Teddy. Jestem Teddy. - uścisnął wyciągniętą dłoń, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
_________________
let's be honest - that doesn't exist
 
 
   Podziel się na:     
Jamie Reeves





Hekate

Nieuznany

27.05.1997

Poziom1

100





00
siła
8
zręczność
10
12
MM
100
PD

1 lvl - strategia, 1 lvl - pierwsza pomoc, 1 lvl - taniec i śpiew

Ekwipunek: Katana, dwa sztylety, zegarek ojca
Wysłany: 2016-07-29, 02:25   

Jamie również szukał miejsca, gdzie będzie mógł sobie wracać, kiedy będzie tego potrzebował. Dla niego to wszystko nie jest śmieszne, a raczej tragiczne. Kiedy był małym chłopcem, to nie mógł zrozumieć tego, co z nim jest nie tak, że inni mają mamusię, a on nie. Potem przestał się tym przejmować, ale z troski o młodsze rodzeństwo, gnębił ojca setką pytań. I dostał odpowiedź. Ich matki były boginiami, o których czytał zapewne w niejednej książce. Nie mieściło mu się to w głowie i chciał, żeby to okazało się tylko snem.
Tak się jednak nie stało, a on wylądował w obozie dla herosów. Jeszcze jakiś czas temu przecież był normalnym nastolatkiem, który w wielkim świecie próbuje się odnaleźć jako młody dorosły. Jego dorosłość niestety musiała przyjść wcześniej, bo śmierć ojca była nagła. Bolała, ale również sprawiła, że Jamie miał większą siłę do tego, żeby pomóc swojemu młodszemu rodzeństwu przez to przejść. Wiadomo, nie zaadaptuje się za nich w nowym środowisku, ale zawsze dla nich będzie. Niezależnie od tego, co się wydarzy. Chciałby poznać swoją matkę, ale świadomość, ze znienawidziłby ją od razu jest dla niego jeszcze nie do ogarnięcia. Może później.
Reeves zdecydowanie nie był jeszcze w stanie nazwać tego miejsca swoim domem. On nie miał na tą chwilę domu, bo ten który miał, odszedł z jego ojcem. Nie było drogi powrotnej, dlatego musiał przyjść tutaj, bo wiedział, że dostaną tutaj pomoc. Ludzie stąd są tacy sami jak oni, więc może tutaj będzie im łatwiej? Jamie również chciał poznać kogoś nowego, bo inaczej wyjdzie na gbura i się załamie, a tego nie chciał. Dopóki z kimś rozmawiał, to wszystkie złe myśli odchodziły gdzieś dalej. No i pierwszą osobą był Teddy.
To nie było na pewno jak wielkie uderzenie pioruna, ale kiedy ich wzrok się spotkał, to Jamie poczuł przyjemny prąd. Bez zastanowienia się, usiadł koło nowo poznanego chłopaka, nie bawiąc się w pytanie o pozwolenie.
- Teddy? Bardzo ładne imię. Podoba mi się- tak samo jak ty, ale tego już nie powiedział.
 
   Podziel się na:     
Teddy Westwood
greek shadowhunter





Zeus

uznany

16 VII '97

Poziom1

they will play a game and say they know what you're going through






11
siła
12
szybkość
14
zręczność
45
100
MM
19
PD

walka wręcz - lvl.1 strategia - lvl.1 łucznictwo - lvl.1

Ekwipunek: łuk plus kołczan; dwa sztylety
Wysłany: 2016-07-29, 23:30   
   Multikonta: Beau


Miał za ojca boga... jakby nie patrzeć, brzmiało to jak początek średnio udanej powieści fantastycznej, która za kilka lat będzie tylko zalegać na zakurzonych półkach małomiasteczkowych bibliotek. A znalazł się tu tylko dlatego, że takie koligacje rodzinne, co okazało się mocno po fakcie, nie dają żadnych profitów i w zasadzie same z tego problemy. Nazwa 'problem' w tym wypadku była przesadzonym eufemizmem, bo jak inaczej nazwać gonitwę o życie na obrzeżach Nowego Jorku, kiedy na karku niemal czujesz cuchnący oddech paru paskud, które za honorowy cel w życiu musiały obrać zrobienie z ciebie poobiedniej przekąski. Skoro tak, to on już wolał całe życie żyć w kłamstwie albo przynajmniej w niewiedzy, niż rzucać wszystko co do tej pory znał i biec w miejsce, o którym nawet nie miał pewności, że istnieje, a w którym znajdzie podobne sobie dzieciaki, pomoc i schronienie przed kolejnymi zgrajami takich bestii. Po prostu świetnie.
Teddy miał tę komfortową (lub nie) sytuację, że między bogiem, a może bogami, a prawdą nie znał żadnego ze swoich rodziców. Wiedział tyle, że matka nie chciała go od początku, a i tą informację niemal siłą musiał wybłagiwać od reszty rodziny. Nie poczuł się tym urażony, nie. Wręcz przeciwnie, dwa razy bardziej zaczął starać się, by wszystkim udowodnić, że nie można go tak po prostu nie chcieć, że jest super i koniec tematu. Kropka.
- Twoje... - odchrząknął, próbując ułożyć tańczące po głowie słowa, które zdecydowały jednak ujawnić mu swoje bliższe znaczenie w jakąś logiczną całość, która nie brzmiałaby zbyt lamersko, ale... o bogowie, jak on nienawidził, kiedy brakowało mu słów. W ogóle nie był fanem niewiedzenia czegoś, ale to, to był po prostu jakiś jego prywatny koszmar. - Twoje też jest niezłe. - brawo Teddy. Mentalnie miał wielką ochotę skwitować to przybiciem piątki z czołem, ale fizycznie się powstrzymał. Bo jakby to wyglądało.
_________________
let's be honest - that doesn't exist
 
 
   Podziel się na:     
Jamie Reeves





Hekate

Nieuznany

27.05.1997

Poziom1

100





00
siła
8
zręczność
10
12
MM
100
PD

1 lvl - strategia, 1 lvl - pierwsza pomoc, 1 lvl - taniec i śpiew

Ekwipunek: Katana, dwa sztylety, zegarek ojca
Wysłany: 2016-07-31, 03:11   

Zdecydowanie, tekst, że Twoim rodzicem jest bóg, brzmiał jak początek dobrej komedii. Albo książki fantastycznej, którą ktoś przeczyta i rzuci w kąt. To, ze takie koligacje nie dają profitów jest znane od dość dawna. Przecież nie raz, dzieci wielkich ludzi mają przesrane w życiu, wiec boskie dzieci miały by mieć lepiej? Nigdy. Świat byłby wtedy za dobry na to wszystko.
Kiedy Jamie mógłby wybierać, że jeśli nie poznałby prawdy, jego ojciec nadal by żył, to w życiu, ale to nigdy nie zmuszałby go, żeby ten powiedział mu cokolwiek o jego matce. Jego strata bolała bardziej niż śmiechy dzieci, które potrafiły być okrutne. Reeves i jego rodzeństwo nigdy nie mieli łatwo. Dzieci śmiały się z nich, kiedy na Dniu Matki w szkole nikt się nie pojawiał, a jeśli już to tylko i wyłącznie ojciec. Takie już jest życie, a Jamie starał się zawsze tłumaczyć młodszemu rodzeństwu, że te bachory im zazdroszczą i już. Bo oni się kochali i mieli siebie, a tamci opiekunki.
Niby to miejsce miało być jego domem, ale czuł się tutaj strasznie obco. Praktycznie jak intruz, któremu ciężko dopasować się do reszty. Bo tak było. Jamiemu strasznie ciężko przychodziła adaptacja w tym miejscu, ale miał nadzieję, że jeśli kogoś pozna to będzie mu łatwiej. I takim oto sposobem trafił na Teddiego, który przyprawił jego serce o szybsze bicie. Czy to miłość od pierwszego wejrzenia? Skądże znowu, przecież Jamie nie wierzył w takie bzdety.
Zaśmiał sie, kiedy widział zakłopotanie chłopaka i nagle jakby przybyło mu pewności siebie.
- Słaby tekst na podryw.- zaśmiał sie, bo chciał sobie zażartować, żeby rozluźnić atmosferę.
Jamie również nie lubił, kiedy mu brakowało jakiś słów. Ja mam tak często, a ostatnio się kolega ze mnie śmiał z tego, bo nagle w rozmowie z nim, zbrakło mi słowa. Geniusz ja, nie?
- Długo tutaj jesteś?
 
   Podziel się na:     
Teddy Westwood
greek shadowhunter





Zeus

uznany

16 VII '97

Poziom1

they will play a game and say they know what you're going through






11
siła
12
szybkość
14
zręczność
45
100
MM
19
PD

walka wręcz - lvl.1 strategia - lvl.1 łucznictwo - lvl.1

Ekwipunek: łuk plus kołczan; dwa sztylety
Wysłany: 2016-07-31, 15:36   
   Multikonta: Beau


Najwyraźniej nie chodziło tu tylko o przetrwanie. Wszyscy wydawali się wyjątkowo pogodni, nawet jeśli z tego co wiedział, wisiało nad nimi widmo bliskiej i tragicznej śmierci w paszczy lub na rogach jakiegoś potwora rodem z antycznego bestiariusza, jeśli tylko wyściubią nos za magiczną granicę.
Więc może o to tu chodziło, skoro już nazywają to miejsce obozem letnim i tam, gdzie sięga magiczna moc pozłacanego dywanika łazienkowego stosunkowo nic im nie grozi, to może faktycznie warto pobawić się w bycie zwykłym nastolatkiem na letnim obozie, bez nadzorujących wszystko dorosłych (nie licząc jednego centaura). Kopnąć w kąt świadomość, że twój ojciec, względnie matka, uwiodła śmiertelnika bądź śmiertelniczkę i ta-da! dlatego właśnie tu jesteś. Nie zanosiło się na to, żeby jego szanowny ojciec ruszył tyłek by zstąpić z niebios czy gdzie oni tam urzędowali, i przyznać się do swojego syna.
Wszystko co się tu działo, może inaczej, wszystko z czym do tej pory zdążył się zapoznać, a wyglądało na coś w rodzaju rutyny w przytułku dla półbogów dwudziestego pierwszego wieku, w niczym nie przypominało definicji domu jaką znał przez ostatnie paręnaście lat. Chociaż było kilka punktów, tu też co chwila się coś działo, też było głośno i też było pełno ludzi, którzy żyli w przeświadczeniu, że wiedzą lepiej i usiłowali wtłoczyć to w jego uparte myślenie, że sam poradzi sobie o wiele lepiej.
- Nie próbowałem cię podrywać. - oburzył się w przesadnie teatralny sposób, wybuchając równie szczerym śmiechem. Hm, no może przez chwilę zastanowił się nad tym, czy nie spróbować tego typu zagrań... ale tylko przez chwilę!
- Dwa dni. - wzruszył lekko ramionami, był prawie pewien, że nie było to wiele dłużej, chociaż w całej atmosferze lekko zalatującej wariactwem można zgubić rachubę czasu.
_________________
let's be honest - that doesn't exist
 
 
   Podziel się na:     
Jamie Reeves





Hekate

Nieuznany

27.05.1997

Poziom1

100





00
siła
8
zręczność
10
12
MM
100
PD

1 lvl - strategia, 1 lvl - pierwsza pomoc, 1 lvl - taniec i śpiew

Ekwipunek: Katana, dwa sztylety, zegarek ojca
Wysłany: 2016-08-04, 14:02   

Nie obrazisz się chyba, jeśli troszkę skrócę tego posta, ale no chce ci odpisać jeszcze przed wyjściem, a potem dopiero w nocy bym mogła to zrobić, dlatego pędzę jak szalona, bo cię kocham, a już ostatnie kilka dni byłam jak frajer i ci nie odpisywałam to teraz muszę się postarać!
Wiadomo, że przybycie do nowego miejsca wiąże się z tym, że musimy wszystko poznać, oswoić się. Jamie miał z tym czasami problemy, bo on strasznie nie lubił zmian, a tutaj? To wszystko było nowe. Wiedział, że ciężko będzie, ale musiał się dostosować, bo innego wyjścia nie miał, tak?
Cóż, cieszył się w sumie, że trafił tutaj na Teddiego, bo ten wydawał mu się całkiem w porządku gościem. Lepiej, że trafił na niego niż na jakiegoś kretyna, z którym od razu musiałby się żreć. To nie wróżyło najlepiej. Wybuchnął śmiechem, widząc jego oburzenie. W sumie to trochę szkoda, że Teddy nie chciał go podrywać. Ech, przegrana sprawa dla Reevesa.
- Spoko, żartowałem.- pokręcił głową rozbawiony.
Cóż, chyba to racja z tym, że można stracić rachubę czasu, bo prawda była taka, że sam Jamie nie wiedział ile czasu już tutaj był.
- Dwa dni? To ja też coś koło tego. Dlaczego tutaj się znalazłeś?- zagaił, bo interesowało go czy tylko jego tak życie skrzywdziło, czy słodkiego Teddiego też.
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





PRAWA AUTORSKIE
BANERY
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 8