Jak zacząć?
Ogłoszenia
Regulamin
Umiejętności
Moc Magiczna
Statystyki
Spis Bogów
Rozliczenie z treningów
Sprawy do Administracji
Ranking
wymiana
Spotlights
Sophia Templer
Najlepsza postać żeńska
Miles Halter/Nathan Frost
Najlepsza postać męska
Felicity Wayland
Miss Forum
Miles Halter/John Oswald
Mister Forum
Miles Halter/John Oswald
Najlepszy Wątek
Freywald
Najlepsza para
Strona Główna




Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica
Autor Wiadomość
MG
Administrator


Wysłany: 2016-08-21, 18:30   Ulica



___
Samochody stały w gigantycznych korkach, kiedy w końcu dotarliście do Nowego Jorku. No cóż, uroki tego miasta. Z resztą, nie ma się co dziwić - w tym mieście żyje osiem i pół miliona ludzi. Aż ciężko to sobie wyobrazić. A każda z tych osób ma swoje własne problemy, swoje własne życie i swoją własną pracę lub szkołę, do której codzienne rano o godzinie ósmej próbuje się dostać, przeklinając pod nosem korki.
Panowie, zostaliście zupełnie sami, w tym gigantycznym mieście, pełnym pędzących wszędzie ludzi i atmosfery pośpiechu, trzymając nieprzytomną dziewczynę pod ręką. Czy wy w ogóle wiecie, co robić? Gdzie iść? Kogo prosić o pomoc? I co zrobić, jeżeli Freya jednak nie zechce się obudzić?

____
Okay, krótkie info: na misji nie obowiązuje kolejka. Piszecie sobie w kolejności której potrzebujecie, jak ktoś was blokuje, możecie go pominąć. Jako MG będę wam wrzucać posty kiedy tylko będzie to potrzebne.
Na początku pierwszego posta koniecznie napiszcie co ze sobą wzięliście i w jakiej ilości. Inaczej nie będę tego liczyć podczas misji.
Na koniec zachęcam do wchodzenia w interakcje ze światem i NPCami. Przykładowo, jeżeli tylko chcecie możecie pytać przechodniów o drogę.
 
   Podziel się na:     
Miles Halter
i lost my pillow...





Hypnos

Grupowy #15

25.03.1999

Poziom1

Love hurts when it's all you need And you're breaking me






20
siła
12
szybkość
15
zręczność
67
100
MM
00
PD

Walka Bronią Białą (Miecz) - 2 | Walka Bronią Improwizowaną - 1 | Akrobatyka - 1 | Łucznictwo - 1

Ekwipunek: Miecz, zdjęcie matki, tic taci miętowe
Wysłany: 2016-08-21, 19:09   
   Multikonta: Tomcio, Clyde


Życzył reszcie powodzenia, po czym wziąwszy plecak wyszedł w towarzystwie Johna z Dużego Domu. Zamierzał jeszcze skoczyć do piętnastki, zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Mruknął do Johna, że zaraz wraca i wszedł do swojego domku, rozglądając się na wstępie dookoła. Namierzył wzrokiem swój miecz, który był oparty o ścianę, obok jego łóżka. Od czasu pierwszego BOSu nie rozstaje się z nim, a Chejron z resztą bandy pewnie nawet nie zauważyli jego zniknięcia ze zbrojowni. Tylko by się tam kurzył, a tak przynajmniej jest z niego jakiś użytek. Na komodzie leżał skórzany pas z pochwą, który chwycił i zawiązał, po czym włożył do niego miecz. Kręcił się jeszcze po domku w poszukiwaniu... spodni. Tak, spodni. Przypomniał sobie, że ma zdjęcie w innych spodniach i teraz ich szukał. W końcu jednak odnalazł tą parę, w której kieszeni było starannie złożone zdjęcie z nim i jego matką. Wyjął je delikatnie i rozłożył, podziwiając jeszcze przez chwilę jego piękno. Wierzył, że ta fotografia przynosiła mu szczęście, którego ostatnimi czasy mu brakuje, a dodatkowo dzięki niej ma wrażenie, że matka wciąż jest wśród żywych. Złożył ją z powrotem i przełożył do kieszeni swoich spodni, po czym wybiegł z piętnastki i poleciał pędem do Szpitala Obozowego. Wparował tam, normalnie z buta, z buta, z buta wjeżdżam i rozejrzał się za wolnym łóżkiem. Znalazł jedno i podbiegł do niego, od razu zabierając się za przeszukiwanie szuflad szafki obok. Znalazł opakowanie ambrozji, którą włożył sobie w wolną kieszeń i paczkę bandaży, które również tam wsadził. Przejrzał jeszcze wnętrze szuflady, jednak uznał, że plasterki z Kubusiem Puchatkiem mu się nie przydadzą i wyszedł ze szpitala, by wreszcie móc udać się na misję.
Cóż, może nie mieszka w Nowym Jorku całe życie, ale zdążył przyzwyczaić się do wszechobecnych korków panujących tam. Dawały w kość i nieźle irytowały, co oznajmiał podczas jazdy. Aż taką marudą nie był, ale gorąc panujący w vanie dawał się we znaki i Miles miał go już serdecznie dość. W końcu jednak dotarli na miejsce i pożegnawszy się z Argusem, wysiadł z samochodu, z Frey pod ręką. Rozejrzał się po zatłoczonym mieście i z lekka przerażony spojrzał na Johnny'ego.
Mam nadzieję, że wiesz gdzie jest szpital, bo ja nie jestem stąd. Anglia była o wiele mniej skomplikowana... — spojrzał tym razem na nieprzytomną Freyę i poczuł dziwną potrzebę przeproszenia jej.
Czy się obudzi? No pewno! Przecież jest na imprezie musi się ocknąć, nawet on tak długo nie śpi, chociaż lubi. A jeśli to jego wina i jakąś magiczną mocą ją uśpił nawet o tym nie wiedząc? Siłą woli czy coś... Albo to jego tatko robi sobie żarty. Zganił się w myślach za ten pomysł. Przecież jego tata jest najlepszym, najwspanialszym, najmilszym człowiekiem na Ziemi, nie mógłby takiego czegoś zrobić! Oby tylko szybko znaleźli szpital, bo Miles nie zamierza tkwić na środku zatłoczonego chodnika z nieprzytomną dziewczyną pod ręką cały dzień.
_________________
Miles Leslie Halter
This one's for the torn down, the experts at the fall
Come on friends get up now, you're not alone at all.
 
   Podziel się na:     
John Oswald
Lord of the toillet





Posejdon

Grupowy #3

10.03.1998

Poziom1

wszystko się pojebało






25
siła
16
szybkość
17
zręczność
79
90
MM
o
PD

2 lvl - walka mieczem | 2 lvl - walka wręcz | 1 lvl -łucznictwo

Ekwipunek: miecz
Wysłany: 2016-08-21, 19:41   
   Multikonta: Tye i lepszy bliźniak, król złodziei


John okazał się mądrzejszy, tak wiem, on taki mały, mądry człowiek, ale w czym się okazał mądrzejszy? W pakowaniu! John spec od pakowania i te sprawy. Prawdziwy podróżnik, zwłaszcza, że jego dobytkiem kiedyś była tylko gitara i wymieniane koszulki, które czas kradł, a czasem kupował za pieniądze, które zarobił. Nasz prawdziwy Johnowy geniusz. Ah jakie wy macie szczęście, że się z nim zadajecie...
Tak więc John wesoły wszedł do swojego pięknego domku, którego kochał całym wszystkim tak kutasem też. Spojrzał na syf w pokoju, który postanowił ogarnąć przed wyjazdem. Poukładał wszystkie ubrania, koszulki i spodnie, skarpetki, majtki, ogółem wszystko i pokazał tym jaki jest super. Oczywiście stwierdził, że skoro ma już plecak to lepiej wziąć do niego jakąś koszulkę na zmianę. Przecież nie będzie paradował goły jeśli ktoś mu spali koszulkę. Tak na wszelki wypadek. Do tego znalazł jeszcze jedną rzecz, której akurat teraz serio potrzebował. Pieniądze! Tak te pieniądze, które zarobił grając na ulicy. Było tak koło 1000 dolarów. Może dużo, może mało. Nie miał zamiaru wydawać wszystkiego od razu, ale wiecie nigdy nie zaszkodzi wziąć trochę hajsu, no nie? Do tego chłopak stwierdził, że weźmie ze sobą skarpetki. No ej! Nie krzyczcie na niego. Chłopak po prostu chce, żeby niczego mu nie zabrakło. Spokojnie szczoteczki do zębów ani pasy nie wziął. Tak od razu mówię. Chłopak po tym małym rekonesansie w domku wybrał się do szpitala skąd zwinął dwa duże bandaże i gdzieś z 5 batoników ambrozji. Ostrożności nigdy za wiele, co nie? Schował to wszystko do plecaka i pobiegł do kuchni skąd zwinął dwie butelki wody, którą miał zamiar uzupełniać jeśli dojdą do jakiegoś źródełka oraz trochę kanapek na drogę. Przecież nie mogą być głodni, no nie?
Tak przygotowany John wybrał się na spotkanie z Argusem, który już na nich czekał. Wpakowali Frey do vana, a potem sami tam wsiedli. Były korki. Było gorąco, a John o tym po prostu nie myślał. Niech będzie tak jak jest. Ważne, że idą pomóc jego łani, która była dla niego bardzo ważna. Przez całą drogę się nie odzywał, mogło to być podejrzane, ale nie no. Po prostu Johnny wolał myśleć o tym jak pomóc Frey. Taki kochaś z niego.
Kiedy wysiedli zrobiło się ciekawie. Bo tak. Dwóch chłopaków z mieczami przy pasie. Trzymali dziewczynę, która była nieprzytomna. Wszystko wydawałoby się być żałosne, ale proszę was! John grywał tu na ulicach. Znał mniej więcej Nowy Jork, więc może się nie zgubią, a jak coś to po prostu zapytają ludzi o drogę, To nie będzie takie trudne, no nie?
- Grywałem na ulicach Nowego Jorku, mniej więcej ogarniam to miasto - powiedział z uśmiechem do Milesa.
Właśnie zdał sobie sprawę, ze tak naprawdę nic o sobie nie wiedzieli. John oczywiście po akcencie chłopaka poznał, że jest Anglikiem, ale za to Mil nie miał pojęcia, że chłopak nie znał swojej matki, że mieszkał w domu dziecka. Wydawało się to być dziwne, bo wiecie kumple, kumple, a tak naprawdę nic nie wiedzieli. Ciekawe.
Spojrzał na Frey i stwierdził, że nie mogą marnować żadnej sekundy, dlatego postanowił ruszyć przed siebie z nadzieją, że coś jeszcze pamięta w tym mieście. Wiecie było ono duże, bardzo duże i nie łatwo było znaleźć jakiś szpital. Chłopak westchnął i szedł dalej. Powoli oczywiście rozglądając się za jakąś uliczką, którą pozna.
_________________
John Oswald

I always find you, because I love you and I don't leave you. Never.
 
   Podziel się na:     
Freya Kingsleigh
she;s a maneater





Euros

Grupowa #0

13. 09. 2000

Poziom1

So we'll Fall If we Must 'cause it's you me and it's all about us






9
siła
25
szybkość
27
zręczność
95
70
MM
9
PD

Tropienie lvl 1 | Akrobatyka lvl 2 | Złodziejstwo lvl 1 | Łucznictwo lvl 2 | Strategia lvl 1 |

Ekwipunek: dwa sztylety, łuk, kołczan,
Wysłany: 2016-08-21, 23:27   

/Dzięki, że mnie poinformowaliście o porwaniu mojej postaci. Obrażę się i nigdy jej nie wybudzicie. Wredoty!
Frey... Nie wiadomo. Co wzięła ze sobą? Nic. Ale za to sama dziś stała się wyposażeniem. Dziwny obrót sprawy. Warto jednak dowiedzieć się, co się działo w głowie Frey, gdy została odcięta od świata i zanurzona w swoich uczuciach, myślach i strachu. Ludzie o słabym sercu nie powinni przechodzić do kolejnego akapitu.
Na początku czuła zapach. Znajomy, ale nie całkiem. Nie wiedziała kto i czyj ten zapach - wiedziała że chciała przy nim być. Potem jednak zapach się oddalił. Wszelkie zapachy i ciepło. Została sama.
- Wróć! - krzyczała, jednak zewsząd otaczała ją pustka. Unosiła się w bycie i niebycie. Jak zwykle - sama. Łzy zaczęły jej lecieć po polikach. Tych w świadomości, jak i tych prawdziwych. Działo się to jednak zanim chłopcy przyszli po nią do szpitala. Nie widzieli łez.
Nikt nie odpowiedział. Przeszła kawałek w niebycie, zaczynając bieg. Nikogo nie ma. Ciemność i słabe światło nie wiadomo skąd. biegła dalej, w końcu potykając się o nicość. O niebyt. O to, kim była. Nagle ciemność zniknęła. Była... Tak, znała to miejsce. To tu... Zobaczyła śmierć. Nie była jednak w tym samym miejscu. Była nieco obok, patrzyła na to wszystko z lekkiej wysokości. Nie widziała siebie, ale widziała karetkę. Słyszała płacz, wręcz czuła ból oraz emocje ludzi wokół niej. Jak to możliwe? Wtedy go zobaczyła. Znała go. - NIE! - krzyknęła prawie piszcząc zahrypiałym głosem. Nikt nie odpowiedział, a ona znowu wylądowała w niebycie, ciemności i nicości. Obejrzała się za siebie. Nikogo. Znowu inna scena. Nie otaczała ją ciemność niebytu. Jedynie ciemność nocy. Pamiętała to. Znowu jako duch musiała patrzeć na czyjeś cierpienie. Tym razem był to nieznany jej z imienia chłopak uratował ją przed trzema mężczyznami. Sam został pobity. Dziewczyna nie wiedziała nawet, czy on przeżył. Chciała mu pomóc, coś zrobić... Nic. Unosiła się w przestrzeni, niewidoczna dla nikogo, z zalaną łzami twarzą. Kogoś jej brakowało. Wszystkich. Była sama. Przyciągnęła kolana do siebie równocześnie łapiąc się za głowę. Niech to się skończy. Ona nie chce już tu być. Ta cisza... raniła ją w uszy. Zaczęła piszczeć, krzyczeć jak opętana. Rzeka łez znikała w niebycie. Nie czuła nic. Tylko przejmujący ból i strach.
_________________
Freya Erin Zoe KINGSLEIGH
FOR HERSELF, SHE WANTED SLEET AND ICE, HOWLING WINDS, THUNDER TO SHAKE
THE VERY STONES OF THE RED KEEP. SHE WANTED A STORM TO MATCH HER RAGE



PRETENDING TO BE A MODEL WHEN THE WIND IS BLOWING THROUGH YOUR HAIR
 
   Podziel się na:     
Miles Halter
i lost my pillow...





Hypnos

Grupowy #15

25.03.1999

Poziom1

Love hurts when it's all you need And you're breaking me






20
siła
12
szybkość
15
zręczność
67
100
MM
00
PD

Walka Bronią Białą (Miecz) - 2 | Walka Bronią Improwizowaną - 1 | Akrobatyka - 1 | Łucznictwo - 1

Ekwipunek: Miecz, zdjęcie matki, tic taci miętowe
Wysłany: 2016-08-23, 14:18   
   Multikonta: Tomcio, Clyde


W czym Miles okazał się być mądrzejszy? We wszystkim W byciu skromnym! Jeej, hura! A tak serio, nie potrzebował plecaczka, ani torebeczki, bo on jak prawdziwy facet zmieści wszystko w kieszeniach. Mimo, iż jest człowiekiem wiecznie nie nażartym, to nie pomyślał, o zrobieniu sobie kanapek, czy innych takich, ale nawet woli nie myśleć, skąd jego ziomek wytrzasnął chleb. Z tego co się orientuje, nie rośnie na drzewach, ale może się pofatygował i sam upiekł, albo okradł jakąś staruszkę wracającą ze sklepu. Cóż, wolał sobie tym głowy nie zawracać. Miał jakieś tam drobne w spodniach, więc jak zgłodnieje to sobie kupi Snickersa. A z ambrozją wolał nie przesadzać, bo jeszcze spłonie żywcem i tyle z misji.
Uśmiechnął się lekko do siebie słysząc, że jednak kompletnie udupieni nie są. A już myślał, że będą się błąkali bez sensu po Nowym Jorku. Ale zaraz, jak to on grał na ulicy? Był jak Ci bezdomni w metrze z kubkiem z maka, co Miles zawsze wrzucał im drobniaki?
Grałeś na ulicy? — zapytał się idąc przed siebie.
Aż dziwne, że jako przyjaciele tak niewiele o sobie wiedzą. A przecież takie z nich kumple, co są nierozłączni niczym małżeństwo. Niby każdy ma swoje tajemnice, co nie? Halter na przykład nie czuł potrzeby dzielenia się z nim informacją o śmierci jego matki, która, jak uważa, była wyłącznie jego winą. Nie lubi kłamstw, ale nie lubi też wspominać o tej tragedii sprzed lat. Wciąż się o to obwinia i nawet miewa koszmary z tą sytuacją w roli głównej. Tak się ponoć dzieje, jak się dusi wszystko w sobie. Nie był świadom też, że jego kumpel jest z domu dziecka. Nigdy nie odwiedzał takowych sierocińców, ale na filmach ponoć za wesoło tam nie jest. Ale to tylko fikcja, no nie?
_________________
Miles Leslie Halter
This one's for the torn down, the experts at the fall
Come on friends get up now, you're not alone at all.
 
   Podziel się na:     
John Oswald
Lord of the toillet





Posejdon

Grupowy #3

10.03.1998

Poziom1

wszystko się pojebało






25
siła
16
szybkość
17
zręczność
79
90
MM
o
PD

2 lvl - walka mieczem | 2 lvl - walka wręcz | 1 lvl -łucznictwo

Ekwipunek: miecz
Wysłany: 2016-08-23, 17:21   
   Multikonta: Tye i lepszy bliźniak, król złodziei


Przepraszam bardzo trzeba było sobie iść do kuchni, tam jest chleb dla każdego. Jeśli Miles nie mógł tam ruszyć dupy to już nie moja wina, a jego no sorki. Takie tam. Miles był młodszy od Johna tak teraz to zauważyłam , wiec wiadome, że syn Posejdona okaże się być bardziej doświadczony w tym trudnym życiu. No dobra przesadzam, rok to mała różnica. Westchnął cicho i szedł przed siebie. Na razie nie widział potrzeby, żeby skręcać, więc szedł powoli przed siebie.
Usłyszał pytanie chłopaka. Spojrzał na niego, jego spojrzenie pytalo a nie wygląda? . Po czym zaśmiał się. Nie miał żadnych problemów, żeby o tym mówić. W końcu każdy mial jakąś przeszłość, no nie? Jedni tragiczną, inni nie. Różne rzeczy się w tym naszym smutnym ludzkim życiu zdarzają. Niektórym dziewczyna łamie serce, inni tracą matkę, a jeszcze inni jej nie znają, albo ojca. Chłopak już zdążył zaakceptować swoja przeszłość, z którą nie mógł się pogodzić przez pewien czas pogodzić.
- Ano, po tym jak zwiałem z domu dziecka. - wyszczerzył się.
Wow! Chłopaki się zaczynają poznawać. To już szok i niedowierzanie. Może w końcu któryś dowie się coś więcej o drugim i będą mogli nazywać się prawdziwymi przyjaciołmi (i tak nimi byli hihih). W sumie to Johnowi nie przeszkadzało ani trochę to, że nie znają swojej przeszłości, znają swoją teraźniejszość, a to jest o wiele ważniejsze, no nie?
Nagle chłopak stwierdził, że powinni skręcić, mniej więcej ogarniał do którego szpitala mają dojść, ale nie obiecuje, że się nie zgubią, serio. Wszystko było możliwe, więc postanowił po prostu skręcić w lewo. Tak Mil zapamiętaj lewo nie prawo. Westchnął i skręcił.
_________________
John Oswald

I always find you, because I love you and I don't leave you. Never.
 
   Podziel się na:     
Miles Halter
i lost my pillow...





Hypnos

Grupowy #15

25.03.1999

Poziom1

Love hurts when it's all you need And you're breaking me






20
siła
12
szybkość
15
zręczność
67
100
MM
00
PD

Walka Bronią Białą (Miecz) - 2 | Walka Bronią Improwizowaną - 1 | Akrobatyka - 1 | Łucznictwo - 1

Ekwipunek: Miecz, zdjęcie matki, tic taci miętowe
Wysłany: 2016-08-25, 22:17   
   Multikonta: Tomcio, Clyde


Ponoć zwierząt nie wpuszczają do kuchni kocham cię, ale musiałam
Aż się potknął o krzywy chodnik, jak to usłyszał. Głupie krzywe drogi, a ponoć tylko w Polsce takie są. Nie zwalniał jednak tempa, bo chciał dojść do tego szpitala.
Nie wiedziałem — wyznał, skręcając posłusznie w lewo za Johnny'm.
Kto by pomyślał, że jego najlepszy kumpel, taki eva foreva, wychował się w domu dziecka i do tego jeszcze z niego zwiewał. W sumie, to on też pewnie by uciekał, bo nie lubi siedzieć w jednym miejscu. Głupie ADHD. Mimo tego i tak uwielbiał spać i gdyby mógł, robiłby to aż do południa. Wyspać się w końcu trzeba. Ludzie w jego wieku powinni spać do ośmiu godzin dziennie, ale chyba jak się pośpi trochę... kilka... kilkanaście godzin więcej, to nic się nie stanie, no nie? No tak. Poza tym jego staruszek to bóg snu, więc ma przywileje, przepustki, kartę vipa i mu wolno.
Coś jeszcze powinienem o Tobie wiedzieć? — palnął, nawet nie zastanawiając się nad głupotą tych słów. O tak, pogadajmy o jego dzieciństwie w sierocińcu, na pewno spędził tam niezapomniane chwile! Bez matki! Bez ojca! Oł je! Haha! Nie.
Nie zdziwiłby się, gdyby nie odpowiedział na jego bezsensowne pytanie. On sam dorastał pod czujnym okiem matki i ojczyma, a nie chce wspominać o dzieciństwie, a co ma powiedzieć taki John? Który nie miał ani jednego, ani drugiego... Miles miał tylko nadzieje, że go za to nie znienawidzi.
_________________
Miles Leslie Halter
This one's for the torn down, the experts at the fall
Come on friends get up now, you're not alone at all.
 
   Podziel się na:     
John Oswald
Lord of the toillet





Posejdon

Grupowy #3

10.03.1998

Poziom1

wszystko się pojebało






25
siła
16
szybkość
17
zręczność
79
90
MM
o
PD

2 lvl - walka mieczem | 2 lvl - walka wręcz | 1 lvl -łucznictwo

Ekwipunek: miecz
Wysłany: 2016-08-26, 22:27   
   Multikonta: Tye i lepszy bliźniak, król złodziei


Istnieje coś takiego jak dzień dobroci dla zwierząt!
Oj no oj no. Johnny nie traktował swojego dzieciństwa aż tak źle. W sumie miał z kim gadać, miał co jeść, nawet w jakis sposób uzyskal swoja gitarę - Arnolda. W sumie ta gitara była dla niego wszystkim, kiedy jeszcze nie trafił do Obozu. Kiedy żył na ulicy i śpiewał i grał. Wszystko to mogło wydawać się serio smutne, ale John tak nie uważał, bo przecież patrzcie. Był szczęśliwy. Nawet bardzo. Mial co chciał, robił co chciał, był gdzie chciał. Żyć, nie umierać no nie? Zresztą apropo tego powiedzenia to jest to śmieszne, zabawa z przecinkiem, bo uwaga mozna dać przycinek prze nie i po nie. Może być "Żyć, nie umierać" oraz "Żyć nie, umierać". Zabawne. To samo zdanie, ale inne znaczenie przy zamianie przecinka... To tylko moje rozmyślania z kol w szkole po bardzo ciężkim dniu w szkole i chęci zabicia każdego napotkanego człowieka i siebie :D
Kiedy chłopak usłyszał pytanie Milesa uśmiechnął się. Co móglby mu jeszcze powiedzieć?
- Hmmm, może to, że mam 18 lat? - spytał ze śmiechem.
Normalnie za niedługo Miles będzie mógł brać udział w teleturnieju "Wszystko o Johnie". Już pytania z dzieciństwa zaliczył. No moze oprócz faktu gdzie dokładnie chłopak mieszkał, ale nie chciał jakoś zbytnio sie tym chwalic, bo po co? Teraz jego życie wyglądało inaczej i w sumie nie chciał mówić o czymś, co może nie obchodzić jego kumpla. Zresztą te informacje o życiu niech sobie zachowają dla siebie, chyba, że kiedyś nie będą mieli o czym gadać i się będą przegadywać kto miał bardziej przejebane.
W pewnym momencie chłopak rozejrzał się dookoła i w sumie wiedział gdzie jest. Mniej więcej. Cos ogarniał, wiec nie było tak źle. Zatrzymał sie na chwilę i stwierdził, że musi zastanowić. Postanowił znów skręcić, ale tym razem w prawo. Teraz tylko się nie zgubić i będzie cudownie. Johnie przewodniku nie zawiedź swojego kupla i Frei.
_________________
John Oswald

I always find you, because I love you and I don't leave you. Never.
 
   Podziel się na:     
MG
Administrator


Wysłany: 2016-09-04, 13:08   

Chłopcy wędrowali ulicami Nowego Yorku nie do końca będąc pewnym gdzie postawić następny krok. W tym momencie najprawdopodobniej przeklinali Chejrona, że nie otrzymali od niego żadnej mapy, która mogłaby ich zaprowadzić do szpitala do którego mieli zaprowadzić Frey.
John musiał przyznać sam przed sobą, że jego zmysł orientacji zawiódł. Dlaczego? Dwójka w pełni świadomych chłopaków i nieprzytomna Freya stanęli przed trzymetrowym murem. Był to ślepy zaułek z wielkim śmietnikiem stojącym pod cegłami. No Johnie! 5PU orientacji w terenie!
Wszystko okazałoby się naprawdę łatwe do naprawienia, bo wystarczyło wycofać się z uliczki i wejść w inną drogą. W świecie herosów nic jednak nigdy nie było takie proste.
Usłyszeliście bowiem dziwne zamieszanie w stojącym śmietniku pod murem, a chwilę później wydobyła się z niego ohydna głowa Echidny.
Gdy pół kobieta, pół wąż, wyczuła herosów, a jej gadzie oczy spoczęły na nieprzytomnej Frey, zasyczała groźnie oblizując ostre zęby za pomocą rozdwojonego języka.
Wyszła ze śmietnika, przewracając go z głośnym trzaskiem, a chwilę później usłyszeliście jak ktoś głośno przeklina i z hukiem zamyka drzwi. Najwyraźniej uznał, że to jakaś grubsza afera i lepiej się w nią nie mieszać.
Przed sobą mieliście okropnie wyglądającego i w dodatku śmierdzącego potwora. Co zrobicie? Uciekniecie, czy podejmiecie walkę?

 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





PRAWA AUTORSKIE
BANERY
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 7