Jak zacząć?
Ogłoszenia
Regulamin
Umiejętności
Moc Magiczna
Statystyki
Spis Bogów
Rozliczenie z treningów
Sprawy do Administracji
Ranking
wymiana
Spotlights
Sophia Templer
Najlepsza postać żeńska
Miles Halter/Nathan Frost
Najlepsza postać męska
Felicity Wayland
Miss Forum
Miles Halter/John Oswald
Mister Forum
Miles Halter/John Oswald
Najlepszy Wątek
Freywald
Najlepsza para
Strona Główna



Poprzedni temat «» Następny temat
Amfiteatr
Autor Wiadomość
MG
Administrator


Wysłany: 2016-07-14, 23:36   Amfiteatr

Miejsce obozowych ognisk, przy których odbywają się śpiewy i tańce. Na środku amfiteatru znajduje się ognisko, które nigdy nie gaśnie. Często siedzi przy nim ośmioletnia dziewczynka.

 
   Podziel się na:     
Dorothy Lovelace
The big BOOM!





Hefajstos

Grupowa #09

16.06.1999

Let's burn everything!






10
siła
9
szybkość
11
zręczność
100
100
MM
28
PD

Kowalstwo - I || Płatnerstwo - I || Walka wręcz - I || Strategia - I

Wysłany: 2016-07-15, 01:31   

Wszystko, co się wydarzyło w pawilonie jadalnym, było zbyt chaotyczne dla zmęczonego móżdżku Dorothy. Pomimo początkowego, złego humoru, to tylko planowała zjeść kolację, usłyszeć ważne ogłoszenia i wrócić spokojnie do zerówki. Nie przewidywała, że już pierwszego wieczoru w obozie zaczną się dziać te dziwne rytuały związane z uznawaniem dzieci przez bogów. Dlatego czekała bawiąc się swoją zapalniczką, aż szybko ustalą grupowego jej tymczasowego domku i pewnie jeszcze odprowadzą dzieci Aresa na rękach do piątki, w końcu jako jedynym objawiły się znaki, ach i wilk, prawdziwy wilk.
Najwidoczniej bogowie mieli inne plany na wieczór. Na początku córka Apolla. Dorothy aż zasłoniła swoje oczy od blasku liry nad jej głową, oczywiście uklękła. Potem momentalnie zrobiło jej się gorąco i poza tym ciepłem nie czuła nic wspaniałego, bolącego czy boskiego. Nawet nie wiedziała, że nad jej głową tańczą małe płomyczki. Wtedy usłyszała imię swojego ojca. Po siedemnastu latach życia, w końcu wiedziała, jak się nazywał. Hefajstos, oficjalnie największy brzydal na Olimpie, którego zdradza żona, a własna matka się wstydzi. Bóg kowali i ognia, chyba również złotników, tak Dorothy odrobiła lekcję z mitologii. Nie była zdziwiona czy zawiedziona — jakoś z tych wszystkich bogów to on wydawał się jej najbliższy. W tamtym momencie czuła z nim autentyczną więź oraz dziwną ulgę, że postanowił wziąć udział w czymś, co zaczynało wyglądać jak absurdalny wyścig „kto szybciej objawi swojego potomka". Dodatkowo pojawiła się miła świadomość, jakby gdzieś w zakamarkach jej wspomnień zawsze się ukrywał czy starał się chronić przed niebezpieczeństwem. Również czuła złość. Gdyby mogła się na chwilę zastanowić, pewnie stworzyłaby listę rzeczy, za które powinien ją przeprosić i pewnie kiedyś taką zrobi. Tak wyglądało pięć sekund sławy Dorotki, pełne mieszanych uczuć. Zaraz po niej jednocześnie objawili się synowie wielkiego Posejdona, który zdecydowanie był ważniejszy od jej ojczulka.
Idąc za Chejronem oraz resztą obozowiczów w kierunku amfiteatru nie przestawała bawić się swoją żółtą zapalniczką. Octavia i Bjorn, dwójka od Aresa, Rey to córka Apolla, trzech chłopców Posejdona... John, Adrien iii.. tak jak ten z kreskówki, Finn!, powtarzała sobie w myślach, by zapamiętać imiona części obozowiczów, którym w przyszłości prawdopodobnie będzie wykuwać broń czy coś w tym stylu. W końcu usiadła gdzieś na środku amfiteatru. Nie umiała śpiewać, ale to nie oznaczało, że nie lubiła. Pewnie zaraz odstraszy wszystkich, którzy usiądą koło niej, takie małe ostrzeżenie dla osób, które mają wrażliwy słuch. Zresztą jej zły humor odszedł w zapomnienie. Póki co była jedyną córką Hefajstosa, więc kto wie, może zostanie grupową dziewiątki? I tak, oglądając płomienie ogniska oraz czekając na kolejne słowa Chejrona, uznała, że ten Obóz Herosów wcale nie jest taki zły.
 
   Podziel się na:     
John Oswald
Lord of the toillet





Posejdon

Grupowy #3

10.03.1998

Poziom1

wszystko się pojebało






25
siła
16
szybkość
17
zręczność
79
90
MM
o
PD

2 lvl - walka mieczem | 2 lvl - walka wręcz | 1 lvl -łucznictwo

Ekwipunek: miecz
Wysłany: 2016-07-15, 09:44   
   Multikonta: Tye i lepszy bliźniak, król złodziei


John nie dowierzał. Musiał jeszcze raz powtórzyć to, co stało się przed chwilą w Pawilonie Jadalnym. Bogowie robili sobie jakieś wyścigi, który z nich szybciej uzna swoje dziecko, czy coś, ale i tak wygranym był Posejdon, nieważne, że uznał swoje dzieci na końcu, ale była ich trójka! Rozumiecie? Troje dzieci, a jednym z nich był John. Nigdy nie spodziewały się, że jego ojcem jest pan Mórz i Oceanów, kurde , ale fajnie. A jak się czuł wtedy chłopak? Na początku nic nie zauważył, potem spojrzał do góry i takie łooo trójząb nade mną świeci, zabawne, bo podobny do mojego tatuażu... Chwila. Trójząb? Nade mną? Co? Uznał mnie! Wiii. No tak wiesz, dzięki tato. Powiedział w swoich myślach, ale kurde fajnie. Teraz czuł się już w ogóle super. Do tego okazało się, że ma dwóch braci, a jednym z nich był Adrien! Czuł, że są w jakimś stopniu podobni, ale po prostu nie wiedział jak. No to teraz się dowiedział. Uradowany spojrzał na swoich braci. Finna niestety jeszcze nie znał, ale ej! Jest czas, żeby go poznać w końcu będą mieszkać w jednym domku... Domek, potrzebujemy grupowego. O kurde i teraz co? Posejdon uznał trzech synów jednocześnie, więc raczej nie będzie wybierania kto wcześniej itp. Trzeba się będzie co do tego dogadać. Nie ukrywam, ale John marzy o tej posadzie, więc jeśli trzeba będzie się dogadać to zgłosi się jako pierwszy. Przynajmniej postara. Nie chciał żadnych kłótni ze swoim rodzeństwem, ale wiecie bardzo chciał. Taka mała kłótnia pomiędzy braćmi przecież nie może być aż tak niebezpieczne, prawda? No dobra, nieważne, wszystko się zobaczy jak już trzeba będzie wybrać tego grupowego. Miał tylko nadzieje, że jego bracia pozwolą mu piastować tą funkcję. O taka braterska zgoda itp.
Pomyślał o innych uznanych, nie był przecież sam. Octavia od Aresa i jej brat Bjorn, do tego Rey od Apolla i Dorothy od Hefajstosa. Nono już rosła coraz większa ilość herosów, którzy znali swoje miejsce w Obozie, mieli własnie domki i mogli wynosić się z zerówki. John nie mógł się doczekać, kiedy weźmie swoje rzeczy i zaniesie do swojego własnego domku, w którym pewnie będzie się czuł o wiele lepiej. Zwłaszcza, że nie będzie sam. To już było naprawdę cudowne.
Chłopak szedł sobie tak i uśmiechał się. Lubił śpiewać, a to chyba trochę osób o tym już wie. Szkoda tylko, że nie wziął gitary, przecież mógłby zagrać wszystkim. Tak wiecie dla uciechy, a do tego, żeby nie było tylko samego śpiewu, gitara się zawsze przyda, nieważne kiedy, gdzie po co. Prawda?
 
   Podziel się na:     
Tyler O'Connell





Atena

Uznany

13.06.1999

Poziom1

Biegne prosto w ogień i nie zatrzymam się






13
siła
15
szybkość
15
zręczność
85
100
MM
o
PD

walka mieczem -lvl 2| strategia -lvl 1| orientacja w terenie -lvl 1| łucznictwo - lvl 2

Ekwipunek: miecz, który ukradł tacie
Wysłany: 2016-07-15, 10:05   
   Multikonta: Johnny, Jay- jay, król złodziei


Tyler zdążył spóźnić się na kolacje. No jak tak można? Przecież to była taka ważna rzecz, eh Tye, Tye. Teraz będziesz głodował. Oczywiście zjawił się w Pawilonie, ale nie zastał tak nikogo, jednak zauważył, jeden mały kawałek pizzy, więc postanowił go wziąć. Po drodze spotkał kogoś, kto powiedział mu, żeby złożył szybko ofiarę jakiemuś bogowi, a potem przyszedł do amfiteatru. No dobra, Tye musiał podzielić się kawałkiem swojego ulubionego jedzenia. Westchnął, ale podszedł do ogniska. Uśmiechnął się i spojrzał na pizze. Komu miał złożyć tą całą ofiarę skoro nawet nie wiedział kto jest jego matką? Złoży mamusi może kiedyś w przyszłości dowie się kim jest. Wiecie taki deal. Pizza za uznanie. Zaśmiał się w duszy i spojrzał na ognisko. Oderwał kawałek pizzy, nie miał zamiaru dawać całej swojej kolacji. Nie ma takiego, sam musiał coś zjeść, wiecie to było bardzo ważne, musi mieć siły itp. Wrzucił kawałeczek pizzy i pomyślał mamo to dla ciebie, nie wiem kim jesteś, ani gdzie jesteś, ale wiedz, że czekam na ciebie cierpliwie, na razie będę siedzieć w Obozie i uczyć się jak przetrwać. Uśmiechnął się szeroko i spojrzał do tyłu, nikogo już nie było. No dobra, to musi iść do amfiteatru. Nigdzie mu się nie śpieszyło. Jadł sobie w spokoju pizze, nie przeszkadzając nikomu. Byla pyszna, jak zawsze pizza może być pyszna. To było przecież oczywiste. Pizza to coś dobrego, prawda ? Oczywiście, że prawda.
Kiedy zjadł już pizze przyśpieszył kroku, mimo wszystko nie chciał się aż tak spóźnić, chociaż do amfiteatru. Pewnie kiedy tam wejdzie wszyscy będą się na niego lampić. Kurde tego nie lubił. Po co być w centrum uwagi, jeśli można być gdzieś z tyłu i oglądać wszystko. To było lepsze. Być takim obserwatorem. No dobra wszedł do amfiteatru i siadł gdzieś. Nie wiedział koło kogo siedział, rzucił tylko jakieś cześć i na tym się skończyło. Teraz tylko rozglądał się po herosach. Były dziewczyny, byli chłopcy. Wszyscy wyglądali jakoś szczęśliwie, niektórzy nawet bardziej. Od paru herosów biła dziwna aura. Ciekawe co to było, a do tego nie wiedział dlaczego tylko od niektórych. Nie miał ochoty się jednak nad tym zastanawiać, bo po co. Pewnie i tak się o tym dowie, prawda?
Ktoś szepnął bitwa o sztandar. Zastanowił się, coś słyszał o tej zabawie. Czyżby Chejron szykował właśnie o tą zabawę? W sumie fajnie, będą mogli poznać swoje umiejętności i całą resztą. W sumie to Tyler cieszył się z tego powodu. Ciekawe tylko w jakiej drużynie będzie i czy będą tam tacy ludzie, którzy go wysłuchają. Wiecie zawsze warto mieć jakąś strategię, a chłopak przecież bardzo dużo o tym czytał.
 
   Podziel się na:     
Teddy Westwood
greek shadowhunter





Zeus

uznany

16 VII '97

Poziom1

they will play a game and say they know what you're going through






11
siła
12
szybkość
14
zręczność
45
100
MM
19
PD

walka wręcz - lvl.1 strategia - lvl.1 łucznictwo - lvl.1

Ekwipunek: łuk plus kołczan; dwa sztylety
Wysłany: 2016-07-15, 10:27   
   Multikonta: Beau


Najwyraźniej jego życiowy fart skończył się z momentem przekroczenia granicy obozu. Może miało to do czynienia z tym, że sporo szczęścia musiała kosztować jego cudowna ucieczka w to miejsce, kiedy nawet do końca nie wiedział co się dzieje, ale musiał wiedzieć tyle, żeby nie dać się zeżreć. Świetny początek, right.
Nie miał nawet takiego żalu do ojca o to, że nie popędził by uznać i jego. Znaczy, miło byłoby po osiemnastu latach dowiedzieć się kim był człowiek, który go porzucił. Ale z drugiej strony, czy na pewno? Rozejrzał się po okolicy, jakby kamienne schodki albo płomienie w ognisku miałyby udzielić mu chociaż skrawka odpowiedzi.
Przynajmniej zamiar był taki, żeby ten wieczór nie był taki najgorszy. Bo w sumie źle się nie zaczął - dostał jedzenie, a pizza zawsze była dobrym sposobem, żeby poprawić humor, bez względu na to jak pozornie beznadziejnie jawiło się egzystowanie w hybrydzie letniego obozu i starogreckiej świątyni; poznał ludzi, który na pierwszy rzut oka byli bardziej cywilizowani niż dzika, słabo wychowana dziewczyna, którą poznał w lesie. Zdziwił się trochę, że tu jej nie zobaczył, ale może to taka cecha ludzi nieuznających wartości poprawnego wychowania, albo za bardzo spodobało jej się przy sośnie. Po prawdzie sam by tam wrócił i zamiast przy ognisku, na którym zupełnie siebie nie widział, posiedział na wyższych gałęziach. Im bliżej nieba był, tym lepiej się czuł. Pewnie dlatego znalazł dla siebie miejsce na samym szczycie amfiteatru.
_________________
let's be honest - that doesn't exist
 
 
   Podziel się na:     
Miles Halter
i lost my pillow...





Hypnos

Grupowy #15

25.03.1999

Poziom1

Love hurts when it's all you need And you're breaking me






20
siła
12
szybkość
15
zręczność
67
100
MM
00
PD

Walka Bronią Białą (Miecz) - 2 | Walka Bronią Improwizowaną - 1 | Akrobatyka - 1 | Łucznictwo - 1

Ekwipunek: Miecz, zdjęcie matki, tic taci miętowe
Wysłany: 2016-07-15, 12:15   
   Multikonta: Tomcio, Clyde


To, co działo się w Pawilonie było po prostu jedną wielką masakrą. Masakra to słowo, które wydawało się Milesowi najodpowiedniejszym określeniem zaistniałych sytuacji. Klękał tyle razy, że kolana zaczęły go boleć, a do tego robił to z pizzą w buzi. Był głodny, a wyścig, który postanowili zrobić sobie bogowie strasznie go męczył. Nic dziwnego, że w końcu zaczął jeść i klękać jednocześnie. Ej tato, a ja? — pomyślał, kiedy bogowie uznali, że wyścig kto pierwszy uzna swoje dziecko dobiegł końca. Nie był jakoś bardzo zły, ale za to uczucie żalu ciągnęło się za nim niczym smród. No bo helou! Warto by było uznać swojego syna, którego się nie widziało siedemnaście cholernych lat. Było już siedmioro herosów, którzy zostali wyróżnieni przez swoich boskich rodziców — Bjorn i jego siostra... Olivia? Nie, jakoś inaczej... Octavia! Tak, na pewno Octavia. Trójka od Posejdona, John, Adrien i ten... Finn bodajże. Tym to fajnie, ojciec członkiem Wielkiej Trójki... No i córka Hefajstosa, Dorothy. A, i Rey od Apollina! — wyliczał w myślach. Pogratulował sobie po cichu, że zapamiętał te wszystkie imiona, co było chyba nie lada wyczynem, zważywszy na to, że niektórzy z nich przedstawiali się w domku zerowym jedynie raz. Albo nawet kilka razy, tylko on nie był tego świadkiem, a tak też mogło być.
Do Amfiteatru skierował się jako jeden z pierwszych, zabierając uprzednio ze sobą kawałek pizzy, którą nie dojadł przez tą całą ceremonię uznania. Śpiewał średnio, ale fatalnego głosu, że aż kwiatki więdły też nie miał, a koncertów nie dawał nigdzie, poza swoją kabiną prysznicową. Chętnie sobie pośpiewa, ale jako członek chórku, bo nawet nie zamierza robić tego solo. Jego matka miała przepiękny głos i fantastycznie grała na gitarze. Miała go nawet nauczyć, ale no... Nie zdążyła. A żałował, bo taka umiejętność z pewnością przyda się nie raz do rozweselenia towarzystwa. Jakaś super hiper cecha, która zapewni mu przetrwanie w ciężkich warunkach to nie jest, ale zawsze może się na coś zdać. Chociażby dla własnej przyjemności.
Nie mógł się doczekać gry o sztandar. Trochę o tym wiedział z, dajmy na ten przykład kreskówek. Sprawnie włada mieczem i nie ukrywajmy, chciałby to udowodnić przed szerszym gronem ludzi. Ot tak, dla funu. Usiadł gdzieś obok innych obozowiczów i czekał na rozpoczęcie imprezy.
_________________
Miles Leslie Halter
This one's for the torn down, the experts at the fall
Come on friends get up now, you're not alone at all.
 
   Podziel się na:     
Finn Winchester
Casanova





Posejdon

Uznany

15.12.1997

Poziom1

I am sexy and I know it!






15
siła
15
szybkość
14
zręczność
100
100
MM
3
PD

1 lvl pływanie, 1 lvl żeglarstwo, 1 lvl walka bronią improwizowaną

Ekwipunek: trójząb, paczka papierosów, portfel
Wysłany: 2016-07-15, 13:45   
   Multikonta: Via


Nikt w dalszym ciągu nie zwracał na niego uwagi, bo ledwo usiadł do stołu, zrobiło się jeszcze większe zamieszanie. Nad głową jakiejś blondynki, wołającej, że chce zostać grupową, pojawił się błyszczący symbol - lira. Przypomniał sobie słowa Jorge'a, który oczywiście opowiedział mu o życiu półbogów ze wszystkimi szczegółami. Tak właśnie wygląda uznanie. Boski rodzic przyznaje się w ten sposób do swojego potomka. Zaraz po blondynce została uznana kolejna dziewczyna, jak się okazało - córka Hefajstosa.
A potem nagle wszyscy zaczęli gapić się na niego i jakichś dwóch innych chłopaków. Finn zadarł głowę do góry w samą porę, by zobaczyć znikający już trójząb, symbol Posejdona... Czyli jest synem jednego z trzech najważniejszych bogów? No, tego to on się nie spodziewał. Po nich nie został uznany już nikt, ale w sumie to i tak było sporo, jak na jeden dzień.
Po kolacji (której i tak nie zjadł) udał się razem z pozostałymi do amfiteatru, gdzie miało się odbyć ognisko. Świetnie! Doskonała okazja, żeby poznać nowych ludzi. Gdzieś w tłumie zauważył Livię, dziewczynę, którą spotkał wczoraj na plaży. Chciał do niej podejść, ale stwierdził, że najpierw wypadałoby poznać swoich braci. Posłał więc Liv swój uwodzicielski uśmiech, po czym w tłumie odnalazł wzrokiem Johna i podszedł do niego.
- Witaj braciszku - powiedział wesoło. Oczywiście chciał mieć jak najlepsze relacje ze swoimi braćmi, więc już na wstępie starał się zrobić dobre wrażenie. Nie miał też zamiaru kłócić się o funkcję grupowego. Nie zależało mu na tym jakoś specjalnie i jeśli nie będzie chętnych, to się zgłosi, jednak jeśli Johnowi albo Adrienowi będzie zależało na tej funkcji, to on nie będzie się wtrącał.
 
   Podziel się na:     
Livia Parish 
Master ;-;





Hekate

GRUPOWA #20

17.01.1999

'Cause I’ve got a jet black heart






14
siła
17
szybkość
23
zręczność
100
100
MM
80
PD

2 lvl Startegia 1 lvl Malarstwo

Ekwipunek: miecz,sztylet,chusteczki,zdjęcie,gumy Orbit
Wysłany: 2016-07-15, 18:53   
   Multikonta: Felga, Alex


Nie minęła chwila, a nad głową Rey pojawiła lira, ale nie taka zwykła o nie, ona świeciła, zresztą podobnie jak dziewczyna. "Wow, kolejna uznana" pomyślała. Ale to nie wszystko. Bogowie byli dziś hojni i uznali jeszcze czwórkę herosów. Jedną dziewczynę od Hefajstosa oraz trójkę dzieci od samego Posejdona. Liv spojrzała z nadzieją w górę. Nad jej głową nic nie było. "Na co czekasz mamo" pomyślała "Fajnie byłoby gdybyś i mnie uznałaDziewczyna nie chciała robić matce wyrzutów, ale mimo wszystko czuła się zapomniana. Dokładnie to samo czuła kiedy tata zapomniał odebrać ją ze zajęć pozaszkolnych. Chociaż wtedy była mniej zawiedziona. Miała już trochę dość tego klękania. Ledwie wstaniesz to znowu musisz paść na ziemię. Parish skończyła swój posiłek wsłuchując się we słowa Chejrona. "Śpiew przy ognisku... serio?" pomyślała dziewczyna. "Że niby integracja i te sprawy" kontynuowała swój wewnętrzny monolog wstając z miejsca i ruszając za tłumem. "Bitwa o... co ??" dziewczyna nie usłyszała dokładnie słów opiekuna po była już trochę oddalona, a hałas powodowany przez innych obozowiczów wcale nie pomagał w usłyszeniu informacji. Liv była lekko zaniepokojona. Bitwa. To brzmi dość brutalnie. Parish wolała nie martwić się na zapas i po prostu usiadła gdzieś czekając na dalszy bieg wydarzeń.
Wszystko zapowiadało, że Liv jeszcze trochę poczeka. Dziewczyna z nudów zaczęła myśleć o swojej matce. "Ciekawe kim jesteś, czy jestem do ciebie podobna, kiedy mnie uznasz..." rozmyślała dziewczyna. Parish nie lubiła żyć w niewiedzy, a fakt, że nie była cierpliwą osobą nie pomagał w czekaniu i nie narzekaniu na matkę. Dziewczyna rozejrzała się dookoła. W tłumie zobaczyła Finna. Odwzajemniła uśmiech i wyciągnęła swoje słuchawki oraz odtwarzacz mp3, by posłuchać obojętnie jakiej piosenki, byleby zająć czymś myśli. Wypadło na" I Run To You" Missio. Liv lubiła tą piosenkę. Już w pierwszej chwili wpadła jej w ucho. Dziewczyna nie przejmując się obecnością innych zaczęła cicho śpiewać, zresztą kto by chciał zwracać na nią uwagę.

I run to, I run to you.
I'll keep chasing, keep chasing you.
I don't judge you love, I never have before.
We make mistakes, we leave them by the door.

I run to you love
I run to you my....

I'll wait for you, I'll wait for you
Don't quit on me, don't quit on me.
Please trust me now, trust me now
I won't hurt you love, won't hurt you love

I run to you my....
I run to you my...
I run to you my....

I run to you
I run to you love
I run to you love
I run to you love
 
 
   Podziel się na:     
Melisandre H. Krueger





Selene

Nieuznana

14.05.1999

100





00
siła
9
zręczność
10
11
MM
100
PD

Łucznictwo - I Gra na instrumentach - I Krycie się - I Budowa szałasów, kryjówek - I

Wysłany: 2016-07-15, 20:51   

Dopiero przyjechała do Obozu Herosów, ale już była zauroczona tym miejscem - spodziewała się czegoś w typie tego obozu survivalowego, na który posłał ją kilka lat temu ojciec, ale nie. Tutaj było zdecydowanie ładniej i radośniej. Chłonęła wszystko wzrokiem zaciekawiona, chcąc zapamiętać jak najwięcej z tego cudacznego miejsca. Zapytała jakiegoś miłego jegomościa, gdzie ma się udać, aby się zameldować, czy coś, a ten wskazał jej w stronę amfiteatru informując ją, że jest już po ognisku i tam znajdują się wszyscy. Melisandre podziękowała z uśmiechem i udała się w wskazanym kierunku. Nie miała przy sobie wielu rzeczy, jedynie plecak, łuk i kołczan, pokrowiec z gitarą i kotkę, powoli człapiącą za nią (bo oczywiście na ręce nie dała się wziąć). W zasadzie nie bolał ją jakoś fakt, że ominęła ją kolacja. Głodna mocno nie była, zanim wyjechała z domu coś zjadła.
Dotarła do amfiteatru i rozejrzała się wokół. Kolejne ciekawe miejsce, nie mogła się doczekać, aż zobaczy cały Obóz Herosów. Zwróciła swoją uwagę na centaura i nie chcąc przeszkadzać, ani zwracać na siebie wielkiej uwagi, uśmiechnęła się i pomachała do niego, zamiast podejść. Może uda jej się z nim porozmawiać potem. Doprawdy, nadzwyczaj spokojnie reagowała na te wszystkie dziwne sytuacje. Zauważyła również, że kilka osób ma na sobie pomarańczowe koszulki obozowe i zastanowiła się, czy też taką dostanie - były naprawdę ładne.
Usiadła gdzieś w pierwszym lepszym wolnym miejscu, przywitała się z osobami siedzącymi koło niej i położyła swoje rzeczy na ziemi. Fluffy zaś wskoczyła jej na kolana i rozłożyła się, prychając na okolicznych ludzi i zaczęła się jednocześnie bawić słuchawkami, wystającymi z kieszeni dziewczyny. Bogowie, jaki ten kot jest gderliwy. W zasadzie mogła wydać się nieco dziwaczna, z takim radosnym uśmiechem i w koszulce z seryjnym mordercą, do tego z tyloma rzeczami i wrednym zwierzęciem na kolanach, ale nie interesowało jej to, co sobie o niej pomyślą. Taka już była. Byłą też ciekawa, kto jest jej mamą, ale stwierdziła, że ta uzna ją, kiedy będzie chciała. Nie ma się co śpieszyć.
 
 
   Podziel się na:     
Octavia Harris
The Warrior Princess





Ares

Uznana

19.02.1998

Poziom1

Get out you'r guns, battle's began!






25
siła
17
szybkość
12
zręczność
70
100
MM
00
PD

2 lvl walka wręcz, 1 lvl tropienie, 1 lvl walka bronią improwizowaną, 1 lvl walka bronią białą (miecz)

Ekwipunek: miecz, zapalniczka, paczka gumy do żucia
Wysłany: 2016-07-15, 22:02   
   Multikonta: Finn, Seth


O ile jej własne uznanie ją ucieszyło, o tyle zamieszanie i chaos spowodowane pozostałymi nieco ją zdenerwowały... Ale Vię denerwuje prawie wszystko. O wiele prościej byłoby zrobić listę rzeczy, które nie były u niej przyczyną nerwów. Najpierw była Rey. Potem jakaś laska od Hefajstosa. Ostatnie na co miała ochotę, to klękać przed nimi wszystkimi, ale chyba nie miała zbyt wielkiego wyboru. Szybko klęknęła na jedno kolano i równie szybko się podniosła. Niech sobie za dużo nie wyobrażają. Ale kiedy Posejdon również postanowił uznać trójkę swoich synów, siedziała na miejscu. Nie miała zamiaru kolejny raz się przed kimś uniżać, o nie! Miała jeszcze swoją dumę. Przypatrywała się tej scenie ze swojego miejsca przy stoliku Aresa, drapiąc za uchem swojego nowego zwierzaka.
Spodziewała się, że Bjorn może nie pozwolić jej tak łatwo na zdobycie rangi grupowej, ale ona nie zamierzała ustępować. Sprawowanie rządów we własnym domku zdecydowanie brzmiało zachęcająco... Ale w razie, gdyby to jednak nie ona została grupową, postanowiła sobie , że nie będzie nikogo się słuchać. Taka silna (nawet BARDZO silna) i niezależna kobieta...
- No... to w takim razie mamy problem, bo ja nie mam zamiaru rezygnować - powiedziała do brata. No... I to by chyba było na tyle w kwestii dogadywania się z rodzeństwem. A akurat z nim nie chciała się kłócić, w końcu po osiemnastu latach życia dowiedziała się, że jednak nie jest jedynaczką... Były jednak rzeczy ważne i ważniejsze, a dla Octavii funkcja grupowego zaliczała się do drugiej kategorii.
Niezbyt chętnie powlokła się w stronę amfiteatru. Nie miała ochoty na żadne ognisko. Wolałaby obejrzeć domek, w którym od dzisiaj ma zamieszkać. Może jego wystrój będzie sugerował, jakiej dziedzinie patronuje Ares? Powoli wstała od stołu i równie wolno szła na miejsce spotkania. Wilk podążał za nią krok w krok.
Trudno... będzie musiała jakoś się dzisiaj przemęczyć... za to jutro miała odbyć się jakaś bitwa o Sztandar czy coś takiego. Via nie miała pojęcia, na czym mogłoby to polegać, jednak brzmiało obiecująco.
 
 
   Podziel się na:     
Freya Kingsleigh
she;s a maneater





Euros

Grupowa #0

13. 09. 2000

Poziom1

So we'll Fall If we Must 'cause it's you me and it's all about us






9
siła
25
szybkość
27
zręczność
95
70
MM
9
PD

Tropienie lvl 1 | Akrobatyka lvl 2 | Złodziejstwo lvl 1 | Łucznictwo lvl 2 | Strategia lvl 1 |

Ekwipunek: dwa sztylety, łuk, kołczan,
Wysłany: 2016-07-16, 18:20   

Frey poszła za wszystkimi i obserwowała wszystkich bacznie. Skoro Rey została uznana jako córka Apolla, to nadal nie było grupowego domku! A to dla niej szansa. Tak, ona chciała to zrobić! Na razie jednak mogła tylko siedzieć i czekać, aż rozpoczną się śpiewy. A była w dość dobrym humorze. Pyszne jedzenie, jeszcze żeby tylko mogła wziąć gorącą kąpiel. Tak, zdecydowanie jej chyba nic więcej do szczęścia nie trzeba. Będzie grupową. Tak, to był jej cel na dzisiejszy wieczór.
Poza tym, chciała zwrócić swojemu tatulkowi uwagę. Ej, tato, ja tu już jestem! Skoro tylu zostało uznanych, to czemu nie ja? Ja też chcę! Krzyczała w myślach. Jest gorsza, przez to, że mieszkała na ulicy... Nie, Frey. Teraz myślimy o pozytywnych rzeczach, tj. dach nad głową, jedzenie i ciepła kąpiel. Nie ma to jak dobry motywator.
_________________
Freya Erin Zoe KINGSLEIGH
FOR HERSELF, SHE WANTED SLEET AND ICE, HOWLING WINDS, THUNDER TO SHAKE
THE VERY STONES OF THE RED KEEP. SHE WANTED A STORM TO MATCH HER RAGE



PRETENDING TO BE A MODEL WHEN THE WIND IS BLOWING THROUGH YOUR HAIR
 
   Podziel się na:     
MG
Administrator


Wysłany: 2016-07-16, 18:35   

Atmosfera nie była najlepsza. Wysokość płomienia ogniska, które znajdowało się po środku zależna była od atmosfery. Aktualnie ognisko ledwo płonęło. Mimo to driady, jak zawsze, rozpoczęły jedną z weselszych pieśni. I choć była ona po grecku, łatwo było nauczyć się jej słów. Chejron tylko obserwował miejsce nad głowami herosów, czy się gdzieś nie pojawi kolejny symbol. Nad głową jednego z chłopaków pojawił się symbol przedstawiający oko. Po prostu oko - Witaj Milesie, synu Hypnosa - wszyscy klęknęli kolejny raz, Chejron z odległości słyszał ich pomruki. Nic na to nie poradzą, chyba że chcą być przeklęci albo porażeni piorunem. Ich wybór. Kolejny symbol pojawił się nad głową dziewczyny, która miała wszystko i wszystkich gdzieś. Słuchała sobie muzyki na słuchawkach i gdyby nie światło roztaczane przez dwie skrzyżowane pochodnie, pewnie by nawet nie zauważyła, że została uznana - Witaj Livio, córko Hekate - ogłosił i wstał z klęczek.
Gdy minęło kilka pieśni, a wszyscy mieli już dosyć Chejron postanowił ogłosić grupowych, a przynajmniej tych domków, w których to było możliwe - Grupowym #7 zostaje Rey Strahl. Grupowym #9 zostaje Dorothy Lovelace, grupową #20 Livia Parish, a #15 Miles Halter. Trójka i Piątka wybiorą między sobą... A teraz, czy jest ktoś chętny na grupowego zerówki? - rozejrzał się po wszystkich. Jak już załatwi sprawę grupowych, będzie mógł przejść do BOSu.

//Liv i Miles - 5 PD za uznanie. Dodatkowo Liv, Miles, Dorothy i Rey po 10 PD za funkcję grupowego.
 
   Podziel się na:     
Axel Dragon 





Hades

Nieuznany

03.04.1999

100






11
siła
15
szybkość
9
zręczność
100
100
MM
00
PD

Taniec i śpiew - Poziom I Skradanie się - Poziom I

Wysłany: 2016-07-16, 19:13   

Nie no. Oni chyba powariowali. Serio. Nie dość, że nie dali mu dokończyć jedzenia, bo co jak co, ale pizzą to się delektował, a nie połykał, to jeszcze kazali mu iść do jakiegoś cholernego amfiteatru.
Kurwa, niech ten dzień się już skończy. Marudził w myślach, podczas gdy z zewnątrz wciąż pozostawał zimny i obojętny. Nie za bardzo chciało mu się tu siedzieć, dlatego też posadził dupsko gdzieś na uboczu, trochę dalej od reszty. I Po chwili driady zaczęły śpiewać. Tekst wydawał się łatwy, ale on nie zamierzał brać w tym udziału. Kiedy nad głowami innych osób zaczęły pojawiać się różne znaki, po prostu przetarł twarz, nie wierząc, że jego ojciec wciąż go nie uznał. Wstyd. Jedyne co od ciebie mam to wstyd. Prychał w myślach.
_________________

We don't have to talk
We don't have to dance
We don't have to smile
We don't have to make friends
 
 
   Podziel się na:     
Tyler O'Connell





Atena

Uznany

13.06.1999

Poziom1

Biegne prosto w ogień i nie zatrzymam się






13
siła
15
szybkość
15
zręczność
85
100
MM
o
PD

walka mieczem -lvl 2| strategia -lvl 1| orientacja w terenie -lvl 1| łucznictwo - lvl 2

Ekwipunek: miecz, który ukradł tacie
Wysłany: 2016-07-16, 19:27   
   Multikonta: Johnny, Jay- jay, król złodziei


No i co miał podziwiać? Uznali jakieś dwie osoby w czasie jego obecności. Z tego, co usłyszał to na kolacji też zdążyli kogoś uznać. A on co? Najwyraźniej mama nie chciała mieć z nim nic wspólnego, albo o nic zapomniała. W sumie były różne teorie, ale nie miał zamiaru jakoś zbytnio się nad tym zastanawiać. Na razie dobrze było mu w zerówce przynajmniej nie miał żadnych obowiązków ani nic. Mógł siedzieć i czytać książki.
Oczywiście za każdym razem klękał ze wszystkimi, nie chciał grabić sobie u bogów i tak wystarczyło mu już to, że mama nie chciało go uznać To było smutne, przecież był takim dobrym synem. No dobra... jak mógł byc dobrym synem skoro nawet nie wiedział kto go urodził. Westchnął i usiadł.
Kiedy inni śpiewali, on tego nie robił. Oj nie. Nie umiał kompletnie śpiewać, więc wolał nie narażać innych na uszkodzenie uszu czy czoś w tym stylu. Po śpiewach Chejron mówił coś o grupowych. Mógł się wyłączyć, bo i tak go to nie dotyczyło. Zacznie słuchać dopiero wtedy, kiedy będą mówić o Bitwie o Sztandar. Grupowym zerowki być nie chciał, więc zaczął bawić się kamykiem, który miał pod nogą.
_________________


Tyler O'connel




No matter what we breed

We still are made of greed

 
   Podziel się na:     
Bjorn Ingvarson 





Ares

Uznany

05.04.1998

100





00
siła
14
zręczność
11
10
MM
100
PD

Walka wręcz - Poziom II

Wysłany: 2016-07-16, 19:32   

No Tak. Czego innego mógł się spodziewać? Tak jak myślał, i tak jak przewidywał, jego siostrzyczka nie zamierzała ustępować, ale on także. No to będzie walka o przywództwo, co? Hah. No dobra.
-No widzisz. Ja także nie zamierzam rezygnować.
Powiedział, uśmiechając się do niej zaczepnie i zmierzwił jej włosy z nieco złośliwym uśmieszkiem. Taka była prawda. On także nie zamierzał się kłócić, ani nic. Co prawda zamierzał, bo nie miał zamiaru ustępować, ale to nic. Jego zdaniem świetnie nadawał się na przywódcę, dlatego też nie zamierzał pozwalać nikomu innemu przyjąć tą funkcję.
Co? Ale jak to? Przecież ja nie zdążyłem zjeść! Pomyślał, a gdyby wypowiedział to na głos, miałoby to rozpaczliwy ton. Zawinął pół placka ze swojego talerza i kolejne pół z czyjegoś i tak oto, zadowolony i z pełną pizzą maszerował do amfiteatru, zajadając się tym, niezbyt zdrowym, ale za to jakim pysznym jedzonkiem. Znając jego szczęście, to gdyby nie fakt, że maszerują grupą, to pewnie zgubiłby się gdzieś po drodze, ale z racji, że maszerowali wspólnie obyło się bez tego.
Kiedy dotarli na miejsce klapnął gdzieś i dalej zajadając pizzę przyglądał się dalszemu rozwojowi wydarzeń. Nagle kolejni uznani. I Patataj zaczął wyznaczać grupowych, driady śpiewają coś.. chyba po grecku. No nieźle, nieźle. On także postanowił dołączyć się do śpiewania piosenki, tyle, że z pełną buzią i nieco fałszując.
_________________

Character song | Voice
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




wxv.pl - załóż forum dyskusyjne za darmo





PRAWA AUTORSKIE
BANERY
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 8